Wczoraj poszłam sobie wieczorem pobiegać, pierwszy raz od dwóch tygodni i przepiękny księżyc mi oświetlał drogę. A potem przeczytałam u Salmiaki, że to Zimny Księżyc, albo Księżyc Długiej Nocy. I tak właśnie było – bardzo zimno. Pięknie.
Tak było pięknie, że kiedy wróciłam zabrałam jeszcze Mo przed spaniem do ogrodu i oglądałyśmy sobie gwiazdy.
Niebo było wyjątkowo bezchmurne, oprócz księżyca najbardziej świecił Mars i oczywiście Wielki Wóz i Mały Wóz. A Mo stwierdziła, że na tych wszystkich gwiazdach i planetach NA PEWNO żyją ufoludki i może teraz właśnie się na nas patrzą, tak, jak my patrzymy się na nich. Bardzo to było podnoszące na duchu, nie chciałabym być sama w kosmosie.
A teraz piję moją ostatnią kawkę (ale już z mlekiem owsianym). Przed północą zjem ostatnią czekoladkę. I może kawałek ciasta – taki pyszny sernik czeka w lodówce.
A przez następne miesiące zawalczę o to, żebym dalej mogła biegać.
A Wam wszystkim życzę w Nowym Roku takich właśnie chwil – żeby zobaczyć gwiazdy i zimny księżyc i porozmawiać o ufoludkach, chociaż od czasu do czasu, bo to bardzo na duszę pomaga.
We are all in the gutter, but some of us are looking at the stars,
jak powiedział pewien znany Irlandczyk.