Dlaczego bogate dzieci dostają droższe prezenty, Mikołaju?

Wiele, wiele lat temu , kiedy Adek miał 5, a może 6 lat, gdzieś tak właśnie w okolicach grudnia wracaliśmy sobie do domu we trójkę. Adek całą drogę rozmyślał i kiedy zatrzymaliśmy się przed naszą bramą bardzo poważnie się na nas popatrzył i zapytał:

– Rodzice, a święty Mikołaj istnieje naprawdę? Tylko proszę, NIE KŁAMCIE MNIE.

Zapadła cisza. Adek nie spuszczał z nas wzroku.

– No wiesz synku……… nie istnieje.

– Tak się tylko mówi dzieciom. Ale wiesz, tak naprawdę ma on znaczenie symboliczne, a przestrzeń symboliczna … – zaczynałam się rozkręcać, chcąc choć trochę uratować tę dziecięcą wiarę.

– Ooo, tak myślałem! – wykrzyknął Adek z wyraźną ulgą.

– Bo wiecie, tak sobie właśnie rozmyślałem, że jak to jest możliwe, to znaczy jaki on ma NAPĘD w tych saniach, żeby tak szybko się poruszać, i jeszcze zatrzymywać, przecież nawet rakieta nie może lądować na ziemi, i jeszcze zdąża do WSZYSTKICH dzieci, czyli parę milionów – nawet miliardów, synku – no i nie mogłem zrozumieć, jak to jest NAPRAWDĘ możliwe…

I tak się skończyła wiara w Mikołaja u mojego pierwszego dziecka.

Wtedy jeszcze się zastanawiałam nad tym, czy mówić mu prawdę, czy nie załagodzić trochę tej rzeczywistości, czy nie obtoczyć jej w lukrze, obłożyć watą i posypać czekoladą. Ale moje dziecko było gotowe na prawdę i PRAWDA wyraźnie sprawiła mu ulgę.

I od tamtego zimowego dnia podejście do Mikołaja mi się przewartościowało.

Oczywiście – dzieci dwu, trzy bądź czteroletnie widzą świat na sposób magiczny, nie zauważając powiązań między przyczyną i skutkiem, ale pewne elementy racjonalności już się pojawiają i powinniśmy wzmacniać takie postrzeganie rzeczywistości.

Powinniśmy nauczyć je odróżniać rzeczywistość od fantazji, karmić je empatią, ale i logiką, zdrową dietą z wiedzy i precyzyjnego rozumowania, powinniśmy je nauczyć MYŚLEĆ, a nie fantazjować. Nie oznacza to przy tym rezygnacji z empatii i uczuć – bo sądzę, że jest to dla dziecka BARDZIEJ rozwijające, kiedy powiemy mu, że prezenty daje mama i tato, bo bardzo je kochają. I nie ma wtedy takich problemów:

Inaczej jak dorosną będą słabe z matmy, fizy i logicznego myślenia, będą wierzyć w tarota, post-hoc fallacy i homeopatię, seanse spirytystyczne, leczenie dotykiem, znaki i omeny, teorie spiskowe, Trumpa, Brexit, Polexit jako wzmocnienie suwerenności oraz obiecanki polityków. Będą podatne na manipulację i demagogię.

I zamiast aktywnie działać i zmieniać Wrodzoną Niesprawiedliwość Świata, będą czekały na Mikołaja bądź Rycerza na Białym Koniu, który je wreszcie doceni i uwolni. I obdaruje. Albo obudzi pocałunkiem.