Trochę miałam więcej luzu wcześniej, ale już się skończyło.

Teraz 50 esejów do sprawdzenia. Nowe wykłady do zrobienia.

A w dodatku zaczęła mi się klasa hybrydowa – raz w tygodniu jestem w szkole, w całym rynsztunku i gadam do studentów obecnych w klasie i w Internecie. Całość jest nagrywana.

W zeszły piątek zobaczyłam przyszłość – studenci mieli prezentacje na zaliczenie, których nie zdążyli skończyć tydzień wcześniej, kiedy mieli zajęcia z innym wykładowcą. Moja rola polegała na połączeniu wszystkich na moim Zoomie, a ponieważ miałam za chwilę kolejny wykład dwu godzinny w innej sali, musiałam wyjść w czasie, kiedy prezentacje online jeszcze trwały. Ze mną wyszły osoby dotychczas obecne w sali – też mieli jakieś swoje niecierpiące zwłoki potrzeby.

W klasie został włączony komputer ze studenckimi prezentacjami, które się wyświetlały na tablicy, studentami słuchającymi przez Internet i jednym wykładowcą biorącym udział z domowych pieleszy. Klasa zupełnie pusta, tylko migający ekran. Zajęcia duchów.