To był tydzień

pełen fajerwerków i emocjonalnych wybuchów, ostrych jazd bez trzymanki i niespodziewanych zakrętów akcji, ocierający się o szaleństwo.

Miał się zacząć dość łagodnie Halloweenowym ulicznym przyjęciem dla dzieci, bo skoro nie można chodzić po domach, to będziemy sobie chodzili po naszej ulicy, grzecznie i z dystansem społecznym. Na pomysł wpadła jedna sąsiadka i od właściwie miesiąca mamy się umawiały co gdzie i kiedy, zrobiły zrzutkę i kupiły sztuczne ognie, słodycze, gorącą czekoladę, dynię do bicia (piniata), papier toaletowy do obwiązywania mumii, przygotowały wypieki, stoły i dekoracje. Ja za bardzo nie miałam czasu, więc tylko udawałam, że pomagam – kupiłam papierowe kubki i talerze z motywem okolicznościowym:D

Przyjęcie udało się nadspodziewanie, było sto i jedna atrakcja, dzieci na jeden wieczór wstąpiły do nieba, a raczej w inne czeluście, wszystkie poprzebierane, napchane słodyczami, obwiązywały samochody papierem toaletowym, rzucały kapiszonami, w karnawałowym szaleństwie biegały w tę i z powrotem po ulicy i w ogóle miały niesamowitą zabawę. A na koniec seans filmowy na świeżym powietrzu, bo na szczęście nie lało – opatulone kocami i zaopatrzone w gorącą czekoladę oglądały The Night Before Christmas.

Rodzice też się bawili.

Ja zabawy nie miałam w planach, ale (niestety/na szczęście – zależy którego dnia po byłoby zadane to pytanie) udzielił mi się nastrój bachanaliów, tym bardziej, że my też byliśmy przebrani.

To my, makijaz by Ren

Nawet nie zakupiłam żadnego alkoholu, ale tak skutecznie zostałam poczęstowana, że siedziałam do trzeciej rano, po tym jak Mo zupełnie padła koło 11, jakby jej ktoś wyciągnął bateryjki i Mi zabrał ją do domu.

Na niebie świecił ogromny, niebieski księżyc, żółty, piętrowy kotobus

ghibli-gifs.tumblr.com post 82038221598 photoset_iframe ghibli-gifs  tumblr_n1jq9mEa0W1sujz4s 500 false | Studio ghibli, Ghibli, Totoro

autobus pomylił trasę i przejechał przez naszą ulicę, a policjanci pilnujący porządku zatrzymali się przy nas i spytali o żelki.

I być może dlatego, kiedy koło dwunastej zaczął padać deszcz, ośmioro rodziców niedobitków bardzo nieodpowiedzialnie schroniło się w jednym z domów. A tam jadło, piło i lulki paliło do (prawie) rana). Ja tam też byłam, miod i wino pilam, ale obiecuję poprawę;) Zwiódł nas ciągnący ulicami tłum, wino wypite na ulicy, albo zachód słońca…

Niedziela, jak się domyślacie, była ciężka, ale tak naprawdę halloween był tylko wstępem do emocjonalnej karuzeli całego tygodnia.