Pojechaliśmy rowerem. Nie tak źle, dziesięć km w jedną stronę, tylko, że w drugą pod górkę;D I z dzieckiem na krzesełku. Cała wyprawa zajęła nam trzy godziny – pięćdziesiąt minut jechałam w jedną stronę, i prawie dwie godziny wracaliśmy, bo pod górkę;) Mo bardzo zmarzła po drodze, ze mnie lał się pot. Mam nadzieję, że się bardziej nie rozłoży przez to testowanie.
Atmosfera jak z filmów katastroficznych – armia, wszyscy w maskach, niektórzy w odzieży ochronnej na mundurach. Centrum testowania zrobiono przy Dublińskim stadionie, można wjechać samochodem, albo przyjść na piechotę.

20 minut i po wszystkim.
Jutro wynik.
Myślę, że będzie negatywny. Ale może lepiej, żeby był pozytywny, bo jak tak ma wyglądać od teraz każda choroba, to ja dziękuję.
Adek szczęśliwie poszedł na imprezę w piątek po południu i do niedzieli nie wrócił, w poniedziałek zadzwoniłam do niego, żeby na razie nie przychodził do domu. Podrzucił nam tylko zakupy. Mieszka u koleżanki, mam nadzieję, że nie doczekam się wnuków przez tego Covida;D