Jeden cały dzień w szkole

zanim się rozchorowała. Nic poważnego – przeziębienie. Zawsze zaczyna się katarem, potem przechodzi w kaszel, ale taki, jakby płuca wyrywało. Kiedy już jest kaszel już wiem, że jest zdrowa, ale do szkoły posłać nie można. Na szczęście ja jeszcze nie pracuję, więc bez problemu zostajemy w domu.

Po pierwszych dwóch dniach bardzo zadowolona. Płacze, że mieli robić mapę w szkole, a ona nie będzie. Musieliśmy też wczoraj w domu rozwiązywać zadania z matmy. Dorwała się też do zeszytu ćwiczeń i zaczęła wypełniać, ale od środka, bo początek jej się nie podobał. I co tu robić – nie pozwalać? bo trzeba po kolei? bo będą to robić w szkole? Na razie pozwalam na wszystko, żeby ten jej entuzjazm opadł jak najpóźniej, bo to, że opadnie to pewne;D