się dzieje z moim rytmem dobowym. Po jakimś miesiącu przestawiam się tak, że kładę się po pierwszej w nocy, a wstaję po dziesiątej rano. Jeśli prawdą jest, że im się jest starszym, tym wcześniej się wstaje, to ja się chyba cofam w rozwoju.
Dziś była to dziesiąta siedemnaście i zmusiłam się, naprawdę się zmusiłam, żeby na stałe otworzyć oczy i się przebudzić. Kiedy nie pracuję, śpię dużo i długo, a w nocy nie budzi mnie nic, oprócz siku. I rano też mnie nic nie budzi, potwierdza to mój zegarek fitbit, który pokazuje, że kiedy normalni ludzie pija drugą kawę, ja śpię snem głebokim, przeciwnie do teorii mojej siostry, że człowiek nie ma szans się rano wyspać.
Trochę się tym przejmowałam, bo trudno się umówić na wczesny spacer albo telefon z przyjaciółką, jak ledwo się otwiera oczy po jedenastej, a poranną toaletę kończy się przed południem, szczególnie upierdliwe jest to w kontaktach z ludźmi, którzy mają odwrotnie, jak na przykład moja siostra, która wstaje po szóstej, a kładzie się spać już po dwudziestej (pierwszej), kiedy ja dopiero zaczynam mieć chęć na poważne rozmowy o życiu, ale poszłam po rozum do głowy i wytłumaczyłam sobie, że po prostu żyję czasem zimowym. Plus godzina. Albo dwie. To tak, jakbym kładła się po dziesiątej i wstawała o siódmej, prawda? Prawda. Rzadko ma się taki luksus w życiu, że nie trzeba się dostosowywać do rytmu całego świata, zamierzam więc w tym luksusie się pławić:)
Ciekawe jest to, że moje dziecko też się przestawia. Mo obecnie zasypia po dziesiątej i budzi się po dziewiątej rano, chwilę sama się bawi, pije mleczko, przyniesione przeze mnie poprzedniego wieczora, głaszcze mnie po twarzy i cichutko przytula. Idzie siku, wraca. Zawsze wieczorem, do snu, zabiera ze sobą na górę swoje aktualne skarby – kamyczki, laleczki, kwiatki, plastikowe zjeżdżalnie, pieski, różowe notesiki z okładką z futerka. Skarby śpią pod łóżkiem i są wyciągane rano, jak tylko się obudzi. Skarby gwarantują mój łagodny transfer z krainy snu do jawy, bo po dziewiątej na granicach świadomości zaczynam rejestrować jakieś ciche opowieści, śmichy-chichy, ciumaski i przytulaski, a kiedy wreszcie otworzę oczy, widzę przed sobą małą, roześmianą twarz dziewczynki Mo. ‚Mamo, już się obudziłaś?’.
Cały poprzedni tydzień wypełniony słońcem, cudowne dni spędzane w całości na dworze, spotkania z moją ulubioną sąsiadką (którą dwa lata temu namówiliśmy na kupno domu w naszej dzielnicy), Mo w ogrodowym basenie dwa na trzy metry uczy się pływać. Długie spacery wzdłuż rzeki, parki i ciacho na wynos z naszej ulubionej włoskiej restauracji. Odpoczywamy.
Coraz więcej dzieci na ulicy, powypuszczane z domowego zamknięcia, spragnione towarzystwa i zabawy z rówieśnikami. My też w czwartek pozwoliliśmy Mo pójść samej się z nimi bawić i oto czwartek stał się taką wizją dnia z przyszłości, kiedy będzie sama wychodzić na dwór – nie mogę się już doczekać! Puściliśmy ją najpierw trochę ostrożnie, z pewną rezerwą, mając na uwadze ewentualne konsekwencje, jeszcze niepewni, czy można i czy to jest właściwe. I nadal tego nie wiemy, ale zamknąć dzieci na długo też jest dobrym wyjściem – po tak długim okresie przebywania tylko z nami zauważyłam pewien regres w jej zachowaniu. Śni się mi nowa szkoła Mo, pełna fantastycznych pomysłów, rozwojowych atrakcji i edukacyjnych zabaw dla dzieci, najwyraźniej pokładam w niej wielkie nadzieje.
W piątek zmiana pogody i potwornie zimno, poszliśmy na długi spacer, a pod koniec musiałam jej dać rękawiczki i czapkę. A w sobotę gorączka! 39 stopni. Właśnie miała wpaść do nas nasza ulubiona sąsiadka, więc piszę do niej, co i jak, a ona, że powinniśmy się przetestować, bo to na pewno TEN wirus. Nie wydawało mi się to prawdopodobne, no ale poczytałam co robić w takiej sytuacji i okazało się, że lekarz może zlecić test i wtedy trzeba jechać do wyznaczonego centrum testowania. TRANSPORTEM PUBLICZNYM, jak się nie ma samochodu… A jeśli lekarz nie zleci testów, to może zlecić 14 dniową kwarantannę dla całej rodziny. No i tu mnie szlag trafił, bo już sobie wyobrażam dwa tygodnie kwarantanny dla całej rodziny za każdym razem jak dziecko zagorączkuje, czyli jakieś dziesięć razy w ciągu roku. I piszę o tym do mojej ulubionej sąsiadki, a ona ‚no ale jest pandemia!’. Ale wiem, że sąsiadka to panikara;) Tak wam piszę, żebyście nie myśleli, że chciałabym pozamykać wszystkich w domu na następne pół roku. Nie wydają mi się takie działania rozsądne i na całe szczęście gorączka Mo trwała jeden dzień, a w poniedziałek na wideo-wizycie lekarskiej pani doktor ani słowem nie wpomniała o testach ani kwarantannie. W międzyczasie rozwinęła się infekcja oka i oto mieliśmy najbardziej prawdopodobną przyczynę gorączki. My jesteśmy nadal zdrowi.
Rozkminki pana od Bolka i Lolka przesłuchałam w całości i nie przekonał mnie. Jak to bywa z najlepszymi teoriami spiskowymi – jest tam ziarnko prawdy, ale również dużo nieporozumień i naciąganych interpretacji. Pan na przykład wspomina o ‚fałszywie dodatnich wynikach testów’, ale nie mówi, czy to testy na przeciwciała (mniej dokładne) czy też na RNA wirusa (bardzo dokładne). Nie zaleca się aktualnie stosowania testów serologicznych w celach diagnostycznych właśnie ze względu na dużą nieprecyzyjność – na razie mało wiemy, na temat ludziej odporności na wirusa, jak długo się utrzymuje, na jakich poziomach, oraz czy jest możliwe wykrywanie odporności na inne koronawirusy, powszechne w populacji. Pan mówi poza tym o dobrym rozwiązaniu wprowadzonym w Szwecji – coż, powiedziałabym, że jeszcze tego nie możemy ocenić, a w świetle najnowszych danych o zgonach w Szwecji i coraz większej krytyce tamtego modelu, wydaje się to wątpliwe. Poza tym w Szwecji jest również wiele obostrzeń i zakazów (co omawia ten pan) i trzeba brać pod uwagę specyfikę kulturową – dużo większy dystans społeczny na codzień (Kasia – prawda?). A chyba klu tego całego wywodu jest wniosek, że pandemia jest sztucznie rozdmuchiwana, żeby Bill Gates mógł wcisnąć każdemu swoje szczepionki:D I choć niewątpliwie Bill Gates kręci na wirusie swoje lody, nie oznacza to , że pandemia została PO TO zrobiona. Kolejny szczegół, do którego mogłabym się przyczepić to jak pan komentuje, że w Polsce ‚najdurniejszy zakaz jest respektowany’ i niby Polacy jak te owce słuchają władzy – otóż jest dokładnie odwrotnie. Polacy znani są z NIE respektowania zakazów i nakazów (choć, oczywiście, trudno nie respektować zakazu, kiedy kara wynosi 30 tys. złotych;). Polska kultura prawna jest dość permisywna, tzn. łamanie prawa nie jest potępianie samo w sobie: częsciej zgadzamy się ze stwierdzeniem, że ‚bezsensownego prawa nie trzeba przestrzegać’ niż ‚każde prawo powinno być przestrzeganie’. Badania na ten temat robił już Petrażycki w latach 60tych, potem Kurczewski, Skąpska itd. Ogólnie podkreśla się brak społecznej akceptacji dla stanowionego prawa i krytyczne nastawienie wobec państwa i jego organów. Długa tradycja buntu wobec władzy i prawa być może ma swoje korzenie w rozbiorach, a może jeszcze wcześniej liberum veto, ale to tutaj nieistotne, sedno tkwi w tym, że Polacy nie stosują się do zaleceń i zakazów. Inną kwestią, której omówienie przez pana jest dość niejasne są liczby euromomo : otóż pokazują one wzrost śmiertelności w 16 tygodniu roku 2020 o 50%, jak nie o 70% (powiedzmy od 50 tys do 90 tys. – bo wzrost zimowy już był za nami):
Pan zdaje się sugeruje, że wzrost ten to skutek zamknięcia szpitali dla innych pacjentów niż covidowi, co wydaje się absurdem. Poza tym wskaźniki śmiertelności cytowane przez pana nie są niczym nowym, od paru tygodni wiemy jaka jest śmiertelność w różnych grupach wiekowych, a zależy ona również od wydolności ochrony zdrowia, czemu miało służyć właśnie ‚spłaszczenie krzywej’. Naukowcy się nie ‚pomylili’, tylko cały czas napływają nowe dane, naukowcy nie ‚straszyli’, tylko ostrzegali i pokazywali, jakie mogą być konsekwencje. Sytuacja jest dynamiczna, wprowadzanie różnych środków wpływa na liczbę zakażeń i śmierci, sugerowanie, że skoro nie umarło tyle osób, ile mogło, to cała rzecz jest bardzo wyolbrzymiona jest nieuczciwe.
Cały wywód pana od Bolka i Lolka zawiera mnóstwo takich nieścisłości i gdybań, a teza ‚pandemia została stworzona, żeby sprzedać szczepionki’ jest po prostu naciągana. W dodatku jeszcze nie ma szczepionek – i nie wiadomo, czy będą. A zresztą rząd polski właśnie poluzował wszystkie obostrzenia, więc już nie ma na co narzekać – może być tylko lepiej;)
Wnioski pana są tak samo logicznie sensowne, jak to, że pandemia została stworzona, żebym mogła spokojnie dokończyć mój sweterek w koronawirusy. Na drutach.