Dziś pierwszy dzień

lżejszych restrykcji. Zostały otwarte sklepy z narzędziami i ogrodnicze. Oficjalnie można się spotykać w niespokrewnionych grupach czteroosobowych. Spacery do 5 km.

Wczoraj tylko 64 nowych chorych, 10 zmarło. Wyraźnie idzie w dobrym kierunku.

Kilometrowe kolejki do centrów ogrodniczych:

Irish shoppers queue from early morning as thousands of businesses ...

Też chciałam pojechać po kwiatki, ale dobrze, że się akurat nie wybrałam.

Rząd stoi przed trudnym zadaniem – otworzyć ekonomię, ale tak, żeby jednak ograniczyć zarażenia. Wiadomo, że trzeba wracać do normalności, ale istotne jest tu ‚ostrożnie’. Zachorowania dzieci na wieloukładowy zespół zapalny, prawdopodobnie powiązany z wirusem, pokazują, że jeszcze wiele o tej chorobie nie wiemy.

Nie podzielam powszechnej krytyki rządów, że restrykcje niepotrzebne, że za surowe, że za długo. Kluczem w tym wszystkim był właśnie brak wiedzy – jest to nowy wirus, o którym naprawdę dużo nie wiedzieliśmy w lutym i marcu. Jak się okazało, wirus jest 10 razy bardziej śmiertelny od grypy, choć chyba mniej zaraźliwy. Nie wiadomo jeszcze jakie są długoterminowe skutki przechorowania – wiele badań pokazuje zwłóknienie płuc, choroby układu krwionośnego, nerek itd. To nie jest tak, że ktoś zachoruje, wyzdrowieje i już. A przynajmniej nie we wszystkich przypadkach.

Jak już u Milagros pisałam – każde działania prewencyjne opierają się na szacunku ryzyka, ale trudno szacować ryzyko na podstawie prawie nieistniejących danych – to sytuacja z lutego/marca br. Ryzyko czegoś, z czym się nigdy wcześniej nie zetknęliśmy. Jeśli stawka jest bardzo wysoka, a ryzyko nieznane, rozsądnie jest zrobić wszystko, żeby to ryzyko zminimalizować. Tutaj ryzykujemy życiem wielu ludzi, dlatego, dopóki mało wiemy, warto być ostrożnym. Mnie rząd polski i irlandzki przekonał swoim podejściem, i jak widać lekkomyślność WIelkiej Brytanii dużo gorzej się zakończyła. Powszechnie podawany przykła Szwecji też mnie nie przekonuje – jest tam 3 razy więcej ofiar śmiertelnych na milion mieszkańców niż w sąsiedniej Danii. I dużo więcej niż w Norwegii. NIestety, w Irlandii też te wskaźniki są dość wysokie – bo zarażanie zależy też od kultury danego kraju, a jak wiadomo Irlandczycy lubią bliskość, puby i dobrą zabawę, przeciwnie do Szwedów. Co by dopiero było, gdyby restrykcji w Irl nie wprowadzić!

Oczywiście nasza odpowiedź powinna później odpowiednio modyfikowana w miarę, jak wiemy coraz więcej. I teraz właśnie jest ten czas.

Ciekawa jesetem jakie zmiany społeczne i ekonomiczne przyniesie obecna sytuacja. Myślę, że oprócz negatywnych konsekwencji – kryzysu, bezrobocia – będzie również parę pozytywów. I tak jak skutkiem II Wojny Światowej w wielu krajach było wprowadzenie państwa opiekuńczego, systemu emerytur, powszechnej ochrony zdrowia, również obecnie będzie parę dobrych zmian (bez skojarzeń;).

Po pierwsze, więcej ludzi będzie pracowało zdalnie. Co oznacza mniej dojazdów do pracy i mniej zanieczyszczone powietrze:)

W Dublinie spadną ceny mieszkań i domów, zarówno kupna, jak i wynajmu. Bardzo, bardzo pożądana zmiana.

Być może zmieni się również podejście do systemów opieki zdrowotnej – szczególnie w USA jest szansa, że zostanie zauważone, że katastrofa zdrowotna jest dużo trudniejsza do opanowania, jeśli znaczny procent ludności nie ma dostępu do opieki zdrowotnej. W Irl być może przyśpieszy to długo wyczekiwaną reformę dwutorowego systemu i integrację prywanych i państwowych usług, choć już słyszałam opinię, że przez wirusa na Slaintecare nie ma kasy.

Turystyka masowa, globalna, degradująca planetę znacznie się zmniejszy. Sama latam do Pl dwa razy w roku i jest to dla mnie bardzo, bardzo ważne – szczególnie kontakt Mo z kuzynami, kuzynkami i całą rodziną, ale może tak naprawdę powinnam przeboleć, że tak się nie da – jestem tu, to jestem tu i nie dokładać się do tego szaleństwa latania.

Co jeszcze?