Szacun.

Każdy człowiek najbardziej potrzebuje szacunku.

(Być może po zaspokojeniu podstawowych potrzeb, ale być może wcale nie po, tylko równolegle). Zwróciliście kiedyś uwagę jak często ‚respect’ pojawia się w amerykańskich serialach o gangsterach? Albo filmach akcji? Szacun jest najważniejszy w pierdlu, na ulicy i poza nią. W pracy. W szkole. Wśród przyjaciół. Ludzie często nie zabijają dla pieniędzy, zabijają dlatego tego, że ktoś ich znieważy, poniży, ośmieszy, upokorzy.

Szacun zależy od pozycji społecznej. A ona przeważnie od wielu różnych czynników, które raczej nie są naszą zasługą. Nawet te rzeczy, które wydają się nam naszymi osiągnięciami, bardzo często są tylko szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Że się urodziliśmy w tej rodzinie, a nie innej. Że mama piła, albo właśnie nie piła. Że czytała nam na dobranoc, albo właśnie nie czytała. Że nasi rodzice mówili z takim a nie innym akcentem, wiedzieli, nawet właśnie nie wierzyli, ale po prostu WIEDZIELI, że pójdziemy na studia i nauczyli nas wcześnie, że możemy sobie brać ze świata, co tylko chcemy. Albo właśnie, że świat jest zły, ludziom nie należy ufać i każdy chce nas oszukać. Że nikt wokoło nie miał wyższych studiów, więc nam nawet to nie przyszło do głowy. Nasze talenty, nasza pracowitość i inteligencja – jak myślicie, są naszą zasługą? Nasz dobry gust w urządzaniu wnętrz. Nasz zły gust w urządzaniu wnętrz. I tak dalej. To wszystko, wszystko, naprawdę wszystko, no prawie wszystko;) nie jest naszą zasługą. Myślicie, że się tego można nauczyć? Mówię ‚tą książkę’ i od dwudziestu dwóch lat mąż mnie poprawia;) (Niemniej jednak, być może, jest jakiś mały margines swobody – tylko margines ten jest dla niektórych szeroki na prawie całą kartkę, a dla niektórych to 0.03 milimetra na samym jej skraju.)

Rozkład szacunku jest różny w różnych społeczeństwach. W niektórych ludzie na górze mają potwornie dużo, a ludzie na dole nic. Pomimo pustych deklaracji, że ‚wszyscy są tak samo ważni’ i piekarz, i śmieciarz i hydraulik i doktor, żadne dziecko nie chce być śmieciarzem, mało chce być piekarzami i hydraulikami. Jak już jesteś piekarzem, to chociaż na własny rachunek. Jak pracujesz w fabryce, to jest znak, że coś z tobą nie tak. Jak sprzątasz, pracujesz na kasie w markecie, jesteś ochroniarzem na parkingu. Jesteś kelnerem, czyli właściwie nikim. Nie stać cię na mieszkanie, nie dadzą ci kredytu – zmień pracę i weź kredyt. Jeśli nie możesz, jeśli naprawdę lubisz swoją pracę, jeśli okoliczności są takie a nie inne – jesteś po prostu nieudacznikiem i szacunek ci się nie należy. W innych społeczeństwach jest trochę lepiej – na górze też ma się bardzo dużo, ale na samym dole też można mieć troszeczkę.

Pomimo, powtarzam, pomimo tego, że jako jednostki często się z tym nie zgadzamy, to jako społeczeństwo odmawiamy osobie na samym dole drabiny społecznej szacunku. I to tym bardziej, w im bardziej nierównym społeczeństwie żyjemy. Jeśli myślicie, że tak nie jest – to wyobraźcie sobie, że od jutra jesteście kelnerkami. Robotnicami w fabryce. Że wasze dziecko będzie kelnerem. Że będzie śmieciarzem, będzie pracowało w kasie na markecie. Wyobraźcie to sobie we wszystkich szczegółach i uśmiechnijcie się do tej myśli.

W równiejszym społeczeństwie rozkład zarobków, a przeto szacunku jest równiejszy. Ale szacunek jest nie tylko związany z pieniędzmi oczywiście, choć pieniądze często go odzwierciedlają. W Irlandii bezrobotni dostają od 800 euro miesięcznie, ale nadal są pogardzani, równie mocno jak bezrobotni w Polsce.

No i właśnie ten szacunek jest loterią, bo jest zależny od twojej pozycji społecznej. Urodziłeś się w rodzinie popegieerowskich robotników rolnych? Powodzenia. To, że możesz iść na studia nawet nie zaistnieje w twojej głowie. Wszędzie, od najmłodszych lat będziesz widział ludzi, którzy czują się od ciebie lepsi. Którzy ciebie właśnie nie ‚respect’, nie to, że otwarcie pogardzają – ale uważają ciebie , ze kogoś mniejeszego, mniej istotnego, mniej ważnego.

W niektórych społeczeństwach jest gorzej pod tym względem, w innych trochę lepiej. W USA jak się urodziłeś w biednej rodzinie afroamerykanów to naprawdę jedyny sposób w jakim możesz się dorobić, to handel narkotykami. Ludzie pracujący na kasie w Wal-Marcie dostają tak mało pieniędzy, że państwo im daje bony na jedzenie. W UK jeśli masz tzw. received pronunciation, zwaną również Queen’s English, to łatwiej dostaniesz pracę, a w pracy szybciej awasujesz. Moja koleżanka posyła dziecko do prywatnej szkoły w Londynie tylko i wyłącznie dlatego, żeby miało odpowiedni akcent. W Irlandii jest trochę lepiej, ale nadal dziecko urodzone w klasie średniej ma dziewięć razy większe szanse na pracę klasy średniej. DZIEWIĘĆ RAZY (służę badaniami). Nawet, jeśli jest dość leniwe i przeciętnie inteligentne. Nadal uważacie, że to jego zasługa, że dostało się na studia? Wybitnie inteligentne dziecko urodzone w niższej klasie ma pod górkę, i raczej nie chodzi tu o pieniądze, tylko o kulturę: system wartości, norm, wyobrażeń. Jeśli NIKT z twojego otoczenia nie skończył szkoły średniej, myślisz, że tobie wpadnie taki pomysł do głowy? Skąd? Z powietrza? W jednej szkole w biednej dzielnicy Dublina (Ballymun) NIKT Z RODZICÓW NIE BYŁ NIGDY W BIBLIOTECE. Nigdy. W dzielnicy tej 69% rodziców nigdy nie było w bibliotece. To się nazywa brak kapitału kulturowego, który się dziedziczy, zupełnie tak samo, jak kapitał ekonomiczny. W innej szkole tylko 1.4% rodziców miało wykształcenie wyższe. W niektórych dzielnicach Dublina 98% dzieci idzie na studia (Rathmines). W dzielnicy, w której mieszkam jest to 15%. Myślicie, że moje dzieci pójdą na studia? Oczywiście. Jedno je właśnie w tym roku skończyło. Dlaczego? Dlatego, że ja mam ten kapitał kulturowy i przekazałam go moim dzieciom. A inne dzieci, te, które codziennie spotykam na ulicy, nie dostają go od rodziców, bo rodzice – być może – NIGDY nie byli w bibliotece.

Szacun jest podstawową ludzką potrzebą, ważniejszą od czegokolwiek innego w społeczeństwach dobrobytu. Szacun zależy od loterii urodzenia. Dlatego jestem lewaczką.

Szacun powinien zależeć od wysiłku, ale wiemy, że tak nie jest. Nawet psychologia już odkryła, że dzieci powinno się nagradzać za ‚wysiłek’, a nie za rezultat. Ale dla nas, dla społeczeństwa, ciągle liczy się resultat – wynik matur, prestiż uczelni, wysokość zarobków. A ‚social justice’ jest nieustająco szkalowana i wyśmiewana.

Jak świat powinien być w takim razie urządzony? Ciekawym pomysłem jest ‚zasłona niewiedzy‚, idea rozwijana przez Rawlsa, i wielu filozofów przed nim (Hobbes, Locke, Rousseau etc.). Wyobraź sobie, że masz się narodzić na świecie, ale nie wiesz, kim będziesz. Nie znasz swojej płci, narodowości, pochodzenia etnicznego, sytuacji społecznej, wrodzonej inteligencji, zdrowia, niepełnosprawności etc. Masz równe szanse być każdym z siedmiu miliardów istnień ludzkich.

I jeślibyś wiedział, że to, co otrzymasz w momencie urodzenia jest zupełnie, ale to zupełnie losowym zestawem zmiennych, urządziłbyś ten świat inaczej? Jeślibyś wiedziała, że możesz się urodzić w rodzinie Travellersów z dziewięciorgiem dzieci, byłabyś przeciwko polityce wyrównywania szans? Przeciwko zasiłkom? Jeślibyś wiedział, że równie dobrze możesz się urodzić jako dziecko niepełnosprawne, byłbyś za dodatkowym wsparciem dla tych dzieci? I tak dalej.

Jakbyś ten świat urządził?