od tygodnia słońce, słońce, słońce. Korzystamy ile wlezie, siedząc w ogrodzie na kocyku, jedząc na dworze obiady i popijając kawkę, choć ile wlezie to dla mnie znaczy dwie, może trzy godziny. Bo rano pracuję i po południu pracuję, właściwie późnym popołudniem, bo rano to tak od 10 albo 11 – jak wiadomo człowiek, który do pracy nie chodzi to coraz później wstaje i coraz później kładzie się spać. Nawet Mo wstaje po 9, w sumie nic dziwnego, jak kładziemy ją po 22. Ale jak wiadomo czas jest względny, więc po co się przejmować zegarkiem. Ciekawe, czy są osoby, które bez zegarka wstają coraz wcześniej, nawet trudno mi sobie to wyobrazić.
A zatem siedzimy sobie w ogródku:

Albo chodzimy na spacery:


Chyba takim latem też można się cieszyć.