Pogoda dziś lepsza,

chłopaki dalej skłócone. Mnie świerzbią palce i chcę sadzić maliny borówki truskawki, ale się okazuje, że to wszystko na jesień. Nie przygotowałam w tym roku ogrodu, mieliśmy lecieć do Polski na trzy miesiące pod koniec maja, więc żadnych koperków szczypiorków bobow i kalarep nie sadziłam. A teraz żałuję.

Sklepy ogrodnicze otwarte tylko online, ale towar bardzo przebrany i mają problemy z dostawami.

Sezon biegowy uważam za otwarty! Wczoraj coś koło 4 km, jak na pierwszy raz to nawet tempo dość dobre, zważywszy, że od pieciu tygodni siedzimy w domu.

Kupię sobie piękną różę na miejsce koło furtki. I stanik do biegania.

Taki oto sweterek w koronawirusy robię dla Mo:

W Irl testują wszystkich pensjonariuszy i pracowników domów opieki. Z perspektywy paru tysięcy kilometrów Polska wygląda strasznie – Sejm głosujący, żeby nie testować pracowników służby zdrowia w sytuacji, gdy 1/3 zakażonych to służby medyczne. Gigantyczne kary za wejście do parku czy lasu. I w międzyczasie, to znaczy w czasie pandemii, głosowanie za całkowitym zakazem aborcji. Plus za pozwoleniem zabierania dzieci na polowanie.

No photo description available.

Mój kraj urodzenia wydaje mi się coraz bardziej zdziczały.