Jednak zmęczenie materiału

Od wczoraj chłopaki od bawią się w ‚ciche dni’, w sumie ciekawe, że ja nigdy cichych dni nie miewam, mam głośne chwile, ale obrażanie się i muchy w nosie nie w mojej naturze. Może niepotrzebnie wczoraj wtrąciłam się do krojącej się awantury, wychodzi na to, że zamiast wyciszyć, dolałam oliwy do ognia. No cóż, bywa. Poszło o to, co zwykle, że na nie pomaga, albo za mało i tak dalej, w sumie się zgadzam, tylko nie podobało mi się, że rozmowa zaczęła się akurat wczoraj, kiedy nam pomagał.

Coś jest takiego w tej relacji dorosły syn-ojciec, że jest trudna, choć dobrymi chęciami wybrukowana. A może tak powinno być, żeby dorosłym dzieciom za dobrze w domu nie było. Teraz jest to szczególnie upierdliwe, bo nawet nie ma możliwości odetchnięcia od siebie, wyjścia do pracy czy szkoły, do kolegów czy gdziekolwiek. Adek w czasie roku szkolnego często pomieszkiwał u kolegów/koleżanek (nie wnikam), pracował, studiował, zarabiał, imrezował, miał dobre wyniki, więc się nie martwiłam, wracał do nas, jak go prosiliśmy albo miał na to ochotę. Teraz jest trudniej, próbuje się izolować po swojemu – czyli siedzi w nocy do 5 i wstaje o 3, co oczywiście strasznie wkurza ojca i tak dalej.

Prawda jest też taka, że z małym dzieckiem, które śpi w naszym pokoju i wstaje o siódmej lub ósmej rano i z dużym dzieckiem, które śpi za ścianą i urzęduje po nocy nie mamy żadnej intymnej chwili dla siebie i może tu jest pies pogrzebany;D

Taki dzień dzisiaj do tego szary, deszczowy, zimny, nawet na ogrodzie nie można posiedzieć.

Ale idziemy dziś pobiegać, po raz pierwszy od pół roku, więc liczę na poprawę nastroju.