Nasze zdjęcie będę musiała później ściągnąć, bo kto to widział, tak się upubliczniać. Ale pamiętam, jak kiedyś Iksia bodajże na jakimś starym blogu wrzuciła swoje zdjęcie (kiedy jeszcze było to praktyką bardziej popularną) i pamiętam, jak sprawiło ono, że ta osoba za czarnymi literkami nagle nabrała jakby głębi, wyjrzała z innego wymiaru, stała się bliska. Więc też chyba chciałam stać się wam bliska. Albo pochwalić się ładnym zdjęciem, na którym wyglądam 10 lat młodziej niż zazwyczaj;D

Dzisiaj prawdziwie wiosenny dzień – 20 stopni i słońce. Mo, kiedy wyszłyśmy rano do ogrodu na kawkę, cała się spociła ‚co tu tak mamo gorąco?’. Wyciągnęłyśmy zatem ogrodowy basenik.

20 stopni – Irlandczycy się kąpią w ogrodowych basenach, Polacy ściągają sweterki. Moja siostra zamienia puchową kurtkę na zwykłą.

Taki ładny dzień. Pracowałam na ogrodzie, nie w ogrodzie, bo ‚w’ oznaczałoby, że sadziłam, pieliłam i podlewałam, a ja tylko przyniosłam sobie komputer i siedziałam na słoneczku. Ciągle jeszcze dużo pracy, studenci niecierpliwie czekają na oceny, Mich składa swoje ostatnie prace, które czytam i poprawiam, piszą się ostatnie dokumenty do nowego programu. Ostatnie wykłady online na uniwerku – jeszcze cztery . Końcówka, ale jeszcze nie koniec. Zwolnione obroty, ale jeszcze trzeba biec. Już niedługo.

Tylko co potem?

O pracę na razie się nie martwię do września – natura mojej roboty jest taka, że już sobie zapracowałam na wakacyjne miesiące, i tak mi nie płacą w wakacje, więc nie muszą mnie zwalniać:D W sumie fajnie. Mamy tylko nadzieję, że we wrześniu będzie gdzie wracać.