Dziś przedostatni dzień pracy

na mojej głównej uczelni. Wkrótce będę miała wolne – co prawda nie tak całkowicie, bo sprawdzanie prac i parę wykładów online jeszcze przede mną, ale większość godzin wykładowych odpadnie.

Nie martwię się, co będę wtedy robić, bo mam mnóstwo projektów (dokończyć sweterek Mo, pooglądać te wszystkie dokumenty, na które nie miałam czasu, przeczytać te wszystkie książki, na które nie miałam czasu, posadzić maliny, pomalować duży pokój, uszczelnić sufit w sypialni, uszczelnić ściany w toalecie, uporządkować papiery i tak dalej), ale przyznam, że będzie mi brakował możliwości pojechania nad morze, czy też do parku. Nie mówiąc już o przyjeździe do Polski, o którym chyba możemy chyba zapomnieć:( (bilety mamy na 1 czerwca).