ale już niedługo wychodzę. Poczekajcie:) Większość ludzi ma mniej pracy i nudzą się niemożebnie w Internecie, oprócz lekarzy i nauczycieli, a w obecnej sytuacji wolę być nauczycielem. Wczoraj uczyłam 9 godzin online, od dziewiątej rano do dziewiątej wieczorem, dziś tylko siedem, ale za to bez żadnej przerwy, na kamerce i słuchawkach. Gorzej niż w call centre. Ale sama chciałam. Wzięłam jeszcze zastępstwo, bo dobrze płacą i dają, więc szkoda odmówić, a poza tym jak wiadomo, trzeba się zabezpieczać jak się da, bo nie wiadomo, co będzie za parę miesięcy, a kasa, jak wiadomo, zawsze się przyda. Wiadomo.
Obecnie lubię w tej pracy głównie to, że nie można jej zostawić na później. Jestem okropnym prokrastynatorem i ratuje mnie tylko, że tak tutaj nie mogę: muszę weść do klasy o określonej godzinie, zrobić przedstawienie i wyjść. Tyle. Z głowy.
Problemy z prokrastynacją ma również Adek, który od sześciu miesięcy pisał pracę licencjacką i pięć dni przed jej oddaniem pracy miał, nie żartuję. Ma problemy ze zbyt zwięzłym pisaniem, wszystko co chciał napisał na 10 stronach, a mieli mieć 35 stron łącznie z tytułową, spisem treści, podziękowaniami. A ile się najęczał przez całe pół roku, że to jest bez sensu, że opisuje, co inni zrobili, że po co w ogóle coś takiego pisze, jak już to inni zrobili. Na szczęście się ogranął dwa dni przed i wysłał. Bez kontoli promotora, bo promotor poprosił o przesłanie pocztą;D Ale u nich na matmie nie ma obowiązku wysyłania promotorowi przed, więc mam nadzieję, że będzie dobrze. Teraz tylko cztery egzaminy online (ciekawe jak zrobią, żeby studenci nie ściągali hehe) i kończy studia. Chciałby robić magisterkę, ale nas na razie nie stać. Zaczął już szukać pracy, nawet miał parę rozmów i jedno spotkanie umówione, ale przez obecną sytuację wszystko mu na razie zawiesili. Startuje głównie do firm w Londynie, tam jest największe w EU centrum finansowe, więc i najlepiej płacą, ale też najwięcej wymagają, praca jest bardzo stresująca i osobiście nie wiem, czy to dobry pomysł. Ale niech próbuje, niech się sprawdza. Londyn dla młodego chłopaka może być pociągający;)
Mo jak (prawie) wszędzie w Europie nie chodzi do przedszkola i siedzi z nami w domu. My ciąglę pracujemy, więc ona ciągle ogląda baje na komórce, nie są to właściwie baje tylko takie scenki odgrywanie lalkami barbie 0_0 . Mam nadzieję, że po tych czterech tygodniach nie będzie miała puree zamiast mózgu. Przyjmuje to wszystko dość naturalnie, w przedszkolu jest wirus, więc nie można tam chodzić, co ją oczywiście cieszy, bo bardzo nie lubiła nowego przedszkola.
A i ja nie byłam zadowolona z opieki. W przedszkolu jest pani Loreta, która krzyczy i szarpie dzieci, nadepnęła koledze Mo na stopę i bardzo płakał. ‚Przypadkowo’. Kolega Mo ma autyzm i się nawet nie poskarżył rodzicom, bo nie mówi;( Mo bardzo go lubi, jest jej ‚second best friend’ (czyli zaraz po Ifci), jak powiedziała jego mamie;D W przedszkolu również oglądają baje, co doprowadza mnie do białej gorączki, bo przecież tylko ja mogę mojemu dziecku puszczać baje, prawda? Jedna mama widziała, jak panie Loreta podnosi dziecko pod pachy, bo rodzic przyszedł – podeszła po prostu do dziecka, które się bawiło, i bez słowa podniosła go do góry. Mo opowiadała mi również historie, jak to nie dostała nic do jedzenia przez cały dzień (‚mamusiu, na obiad był makaron, inne dzieci jadły, a ja nie dostałam’), co chyba jest jednak nieprawdą – managerka się zarzekała, że ona sama była przy podawaniu dzieciom posiłku i widziała na własne oczy, jak Mo jadła. Innym razem opowiedziała mi historię z owocami – że inne dzieci dostały jabłuszko, a dla niej nie starczyło. Choć trudno się zorientować co w tych opowieściach jest prawdą, pomyślałam, że jak tak wymyśla, to coś jest na rzeczy – nie lubi tego miejsca, nie czuje się tam dobrze.
W sumie skasowali nas na 1500 euro za 10 dni, które była w przedszkolu 0_0. Wliczając depozyt, którego zapewne nam nie oddadzą. Przedszkole jest nastawione głównie na kasę i nawet nie chce mi się opisywać, jakie boje z nim toczyłam przez ostatni miesiąc. Na początku marca złożyłam wypowiedzenie umowy dodając, że opieka nie spełnia standardów, a oni zażadali, żebym zapłaciła do końca wypowiedzenia, tj. do 10 kwietnia niezależnie od tego, że od 15 marca już nie chodzi do przedszkola w ogóle. Dowiedziałam się również, że opłata jest za tydzień, nie za miesiąc, bo ‚niektóre miesiące mają pięc tygodni’, więc jeszcze muszę im dopłacić. Co parę dni wysyłają ‚zaległe faktury’, co mnie doprowadza do wściekłości i odpowiadam, że podpisałam umowę na konkretną kwotę miesięcznie, więc nic nie jestem im nic winna. Ech. Jestem jeszcze na przedszkolnej WhatApp group i postanowiłam im trochę napsuć krwi, więc jak tylko rząd ogłosił, że będzie pomagał przeszkolom zapłacić pensje kadry puściłam pytanie, czy to oznacza, że nie musimy płacić za kwiecień. Pani właścicielka oczywiście mi zaraz szybko odpisała, że nie, że to dopiero są rozmowy, ale myślę, że część rodziców odczytała wiadomość prawidłowo i nie zapłacą za kwiecień:) Poczułam ulgę, jak zrezygnowałam z tego przedszkola. Gdyby nie wirus Mo musiałab i tak niestety tam chodzić przez dwa miesiące, albo wynajełabym opiekunke, więc finansowo na jedno wychodzi.