Syn marnotrawny wrócił dziś do domu

Tak, wiem, też mu mówiłam, ale wiadomo. Jak ktoś ma 20 lat to żyje w innej rzeczywistości, prawda?

Niedziela bez niespodzianek. Wzrasta liczba zakażonych, Polska zamknęła granice, w Irlandii koniec świata zamykają puby dwa dni przed Patrykiem, w UK startują w maratonach z zaleceniem ‚pamiętaj, nie biegnij, jeśli masz gorączkę!’. Inne rzeczywistości.

Mo już dobrze, przestaje kaszleć. Od rana bawimy się w pływanie w basenie i skoki do wody, wszystko na 20 cm kwadratowych. Muszę mówić różnymi głosami i to po angielsku. Oj ta kwarantanna będzie długa… I nawet człowiek nie odpocznie w pracy, a na dodatek pracę ma w domu. Jutro zaczynam z grubej rury, 5.5 godz online. Ale przynajmniej szykowanie się do pracy odpada i dojazd, to powinnamy być na jakimś czasowym plusie, c’nie?

U mnie jednak to nie ten wirus. Czuję się całkiem dobrze, a nawet lepiej niż w ciągu ostatnich trzech miesięcy, bo się wyspałam.

W ogrodzie roślinki szaleją, wyłażą z ziemi i pączkują. Jeszcze takie pitulinki, nieśmiałe, delikatne – muszę zrobić zdjęcia. Zaraz zakwitnie magnolia.

Mi uziemniony, bo mu praktyki odwołali. Może go wykorzystam do postadzenia paru krzaczków, które czekają już ponad pół roku O-O.