w sumie to u mnie nic nie zmienia, bo wszyscy jesteśmy przeszkoleni z wykładów online, które się i tak będą czywiście odbywać. Będzie to trochę bardzie może nawet upierdliwe, bo trzeba nagrać komentarz do slajdów, dać studentom jeszcze materiały do czytania itd. Szkoła nam oferuje system, którym można tylko nagrywać wykłady, na uczenie na żywo mają tylko 20 licencji (podobno bardzo drogie) i nie chcą dawać za bardzo.
Cały mój wydział jest bardzo przeciwny robieniu nagrań, myślę, że strach jest głównie spowodowany tym, że szkoła może stwierdzić, że w ogóle po co nas zatrudniać, jednego roku zrobimy wszystkie nagrania i powrzucamy na net, a drugiego roku zredukują nam o 70% płatne godziny, bo przecież materiały są nagrane. Oprócz tego naszą niszą na rynku jest to, że docieramy do studentów, pomagamy im przejść przez studia, można by powiedzieć, że dostosowujemy metody nauczania na bieżąco do grupy. Nasze klasy są bardzo małe, studenci przeważnie z różnymi diagnozami (miałam fantastycznych uczniów, elokwentych, błyskotliwych, niesamowitych, tak, że aż sie zastanawiałam, co oni tutaj na tej prywatnej uczelni robią, dopóki nie zaczęłam sprawdzać ich prac i wszystko stało się jasne).
Wykłady online mnie nie przerażają, bo na drugiej uczelni robię to od ośmiu (o rany!) lat. Dalej nie lubię tego za bardzo, bo jest to zupełnie zupełnie co innego – nie ma tego kontaktu z grupą na żywo, który najbardziej mnie motywuje, nie ma informacji zwrotnej, tych bardzo delikatnych znaków i sygnałów, które mówią nauczycielowi, czy czasem nie przynudza, czy studenci słuchają, czy się nie zgubili. W uczeniu online większość z tego ginie, nawet najbardziej zmotywowani studenci nie lubią używać swoich mikrofonów na żywo, więc przeważnie niestety mówi się do czarnej dziury. Jest jeszcze to uczucie, że musisz mówić, bo inaczej nic nie ma, wypełnić tę dziurę swoim przekazem, wiem, że są ludzie którzy to uwielbiają, ale dla mnie jest to uciążliwe z powodu języka – nie mam tej łatwości gadania, co mi ślina na język przyniesie. Bo to nie mój język.
W każdym razie przygotowują się tutaj na bardzo poważne kłopoty, choć z drugiej strony nawet obchodów Patryka nie odwołali;D
Na dziś jest 21 chorych w Irlandii. Prognozuję, że za dwa miesiące dojdziemy do 2100.