znalazłam przedszkole!
Od razu w środę Mi zapytał się u siebie na uczelini (uczelnia ma przedszkole dla dzieci studentów) i okazało się, że jest miejsce, wprawdzie za tydzień, no ale jakoś damy radę. Zapłaciliśmy depozyt i się uspokoiliśmy, już nawet powiedziałam szefowej że może będę musiała wziąć dziecko do pracy we wtorek – mam tylko 1 godzinę w sali komputerowej, siedziała by sobie w rogu i oglądała baje. Bo w poniedziałek pracuję w domu. Zostałyby nam do zagospodarowania tylko trzy dni, może jakiś przyjaciel akurat bez pracy by się zgodził? Albo nasz wieczny zbawca Adek nie poszedłby na uczelnię. Albo Mi musiałby powiedzieć na praktykach, że nie może – no trudno, jakoś by odrobił te dni potem.
Ale zaczęłam zaczęłam sobie wyobrażać tę codzienną jazdę porannym autobusem do centrum miasta, i co gorsze, powrót koło 17.30. Z centrum miasta. Właśnie wtedy, kiedy są najgorsze korki i najgorszy tłok.
Nie moglibyśmy jeździć do pracy rowerem, bo bałabym się z dzieckiem przy takim dużym ruchu w centrum. Kiedy nie można jechać po chodniku. Bez rowerówek. Jak ten pan:

Albo przynajmniej jedno z nas nie mogłoby…
Jeśli Mi by ją zawoził, a ja chciałabym wcześniej odebrać, oboje nie moglibyśmy jechać rowerem…
Mo robi się często niedobrze w autobusie…
Przedszkole jest tanie (320 e/ miesięcznie) ale wliczając w to jazdy autobusem…
No dobrze, dosyć tych trzykropków sugerujących proces myślowy. Jak się domyślacie, zaczęłam szukać innych przedszkoli w okolicy.
I oto znajoma mama znalazła takie całkiem blisko (2.5 km tylko od nas), nowo otwarte, więc były jeszcze miejsca.
I Mo od wczoraj chodzi do tego nowego:)
Położone jest okropnie, w środku takiej przemysłowej okolicy, w budynku przypominającym fabrykę.
Jedzie się okropnie, taką szarą pustą drogą, o proszę bardzo:

A teraz sobie wyobraźcie, że wieje, leje i siecze gradem po twarzy. Jak właśnie wczoraj i dzisiaj.
Bo przecież jedziemy na rowerze, ahoj przygodo!
Ale przynajmniej jest pusto na drodze:D bo to nie jest przelotówka.
Przedszkole na razie ok, choć mam już różne wątpliwości – np dzieci oglądają bajki. Już drugi raz. Na dwa dni w przedszkolu.
Dziś powiedziałam o tym pani, zarzekała się, że bardzo okazjonalne. Rozumiem, raz dziennie;D
Mo się w miarę podoba, wychodzi dość zadwolona. Tylko wieczorami płacze za starym przedszkolem, za paniami i dziećmi.
Jeszcze tylko 7 tygodni.
Damy radę.
Wielkie imadło w sercu na razie odpuściło.