naprawdę poważnie przyrzekam sobie, że ostatni raz wzięłam tyle godzin/nadgodzin/zajęć dodatkowych/pisania programów. Koniec, wystarczy, nigdy więcej takiego życia jak w więzieniu, od pracy do domu do pracy, całe, calutkie weekendy poświęcając na pracę, z przerwami na opiekę nad Mo. Ani na spacer całą rodziną, ani do kina, ani w gości – w gości chodzę ja z dzieckiem, żeby dać Mi czas na uczenie się do studiów albo przygotowania do pracy.
Dziś były urodziny Mi, od miesiąca planowaliśmy, że sobie pójdziemy CAŁĄ RODZINĄ na spacer do parku, a potem do włoskiej knajpki i oczywiście nici, figa z makiem, null, niente. Nie mogliśmy sobie pozwolić na PÓŁ DNIA NIC NIEROBIENIA we dwójkę. Kto to słyszał o takim lenistwie. Staram się wymyślać zabawy w domu dla Mo, ale już dzisiaj mi powiedziała „mamusiu, ja już jestem zmęczona w domu, ja chcę iść do parku, do jelonków, albo do ogrodu’, na całe szczęście Adek w ramach prezentu dla ojca wziął ją na całe 40 minut na kopanie piłki w ogrodzie. W tym czasie jak przygotowywałam slajdy na jutro.
Problemem jest to, że Mi jest też przeokropnie zajęty, nasze weekendy zaczynają się zatem prawie-że-kłótnią, kto ma więcej na poniedziałek i kto w takim razie zaczyna robotę od rana. Bo wiadomo – jak rano się zacznie, to potem nie ma się takiego stresu, że się nie zdąży, więc ten, kto wygrywa na przechlapanie z robotą paradoksalnie łatwiej się z nią uwinie i może już wieczorem się trochę wyluzować, z poczuciem, że znowu pchnął sprawy do przodu. A przegrany siedzi do jedenastej w nocy i ściuboli, nie mogąc się ze stresu skoncentrować.
Problem wynika częściowo z tego, że zostałam zaproszona do pisania programów nowego kursu, taki mnie zaszczyt kopnął, który oczywiście z zaszczytem nie ma nic wspólnego, ale pozwala mieć po części kontrolę nad programem. Oznacza to, że mogę mieć coś do powiedzenia, jak będą chcieli wywalić w kosmos wszystkie moje ulubione przedmioty, zastępując je michałkami takim jak ‚Learning to Learn’ albo inne ‚Employment in Action’.
Ale przecież ludzie przeżywają więzienia/wywózki/wojny, a ja mam nie przeżyć nadmiaru roboty?
No przecież dam radę.
Ale po co. Muszę pamiętać na przyszłość- po co. I nie brać dodatkowych przedmiotów, bo dochodzę do wniosku, że kasa nie jest tego wyjałowienia życia warta.
Ambitnie podeszlas do pracy, poradzisz sobie! Zycze sily!
Tez mowie, ze juz nigdy… do nastepnego razu:)
PolubieniePolubienie
Na krotki czas takie pracowanie ma sens. Zeby zarobic, zeby dostac awans, zeby splacic pozyczki, zeby…. ale po tym czasie trzeba z zelazna konsekwencja powiedziec sobie (i szefom): STOP! Bo zdrowie psuje sie niepostrzezenie… bo dzieci dorastaja zbyt szybko… bo opuszczona nieco rodzina nauczyla sie juz zyc sama, ale moze w zwiazku z tym nigdy nie byc juz tak blisko…bo czas ucieka, a nie mozemy go zawrocic:( Praca jest do pracowania, nie do zalatwiania innych naszych problemow i potrzeb. Co prawda kult pracy i podziw, jaka budzi nadal maja sie dobrze. I pewnie dlugo potrwa zanim ta tendencja sie odwroci. Ale mozna dolozyc swoja cegielke do lepszego wlasnego i rodziny losu 🙂 Przeciez dzieci nasiakaja stylem zycia w domu. Chcac nie chcac. A nie zyczycie swoim dzieciom takiego przepracowania?
Najwazniejsze napisalas w ost zdaniu. Praca ponad sily wyjalawia, jak kazdy nalog. I niestety nie konczy sie dobrze…
PolubieniePolubienie
przede wszystkim taka praca prowadzi do całkowitego wypalenia.
Człowiek jest tak wyprany z idei, zestresowany i to co go cieszyło po jakimś czasie będzie sprawiać, że będzie się budził się z krzykiem. Naprawdę.
Dotrzymaj słowa.
PolubieniePolubienie