u moich rodziców. Siedzę na łóżku, rozkładanej sofie, Morinka śpi obok, Adek w górach, Mich wrócił już do Irl. Sprawdzam prace studentów. Zza zamkniętych drzwi słychać ciche odgłosy mycia naczyń przez mojego ojca.
Czuję się bezpiecznie, czuję się w centrum wszechświata. Czuję, że tu właśnie mam prawo być ja, mam niezabieralne prawo zajmować przestrzeń, siedzieć, mówić i milczeć. Żyć. Być.
Dobrze jest mieć jeszcze rodziców jak jesteśmy dorośli, można na chwilkę poczuć to bezwarunkowe bezpieczeństwo i akceptację. Nawet, jak krytykują, to nie jest to krytyka taka, że lepiej żeby nas nie było. Dobrze jest mieć rodziców, można powiedzieć swojej córeczce ‚ Posuń się chudasie, to jest MOJA mamusia!’
Mama wygląda już jak staruszeczka, nie jak starsza pani, co to jeszcze parasolką zdzieli po głowie, ale jak przygarbiona staruszeczka. Ale jakoś funkcjonuje, jest lepiej niż było dwa miesiące wcześniej. Dwa miesiące temu moja siostra uratowała jej życie, zawołała lekarza do domu i zawiozła ją na pogotowie, gdzie okazało się, że mama ma dziesięciokrotnie przekroczone stężenie leku rozrzedzającego krew. Mogła się wykrwawić, mogła mieć wylew krwi do mózgu, mogło już jej nie być. Piszą, że jednym z czynników wpływających na długowieczność są kontakty społeczne, bo bliscy wyłapią ten malutki szczegół, to małe pół tabletki, które człowieka dzieli od śmierci. Nikt mojej mamie nie kontrolował stężenia leku we krwi, po zmianie leku miała zrobić badanie, ale odłożyła na później, potem zapomniała, a potem wylądowała w szpitalu. Od paru miesięcy nie mogliśmy odkryć co się dzieje, jeszcze na wakacjach czuła się dość dobrze, potem zaczęło ją swędzieć całe ciało, nogi zaczęły puchnąć, woda zbierać się pod skórą. Była przez tydzień w szpitalu na oddziale dermatologii, gdzie nasmarowali ją sterydami i wypuścili do domu. Potem lekarze straszyli ją rakiem, bo takie dziwne objawy. A to przedawkowany lek na rozrzedzenie krwi, lek, który oprócz przedawkowania wywołał jej również alergię. I żaden lekarz nie skontrolował poziomu leku we krwi, żaden nie skojarzył, że słoniowate nogi to przez wewnętrzne krawienie.
Ale teraz jest dobrze, choć fizycznie bardzo się postarzała. Wygląda jak zasuszona staruszeczka z japońskich bajek, co to już ledwo chodzi, ale jeszcze dogaduje. Trochę się z nią się sprzeczam, czepiam się jej, prowokuję ją, bo emocje dyskusji najlepiej przeciwdziałają popadaniu w starczy stupor. Widzę też, że dobrze jej robi przyjazd Morinki, ożywia ją, energetyzuje. Mama ma bardzo sprawną pamięć, choć do myślenia miałabym zastrzeżenia – jest bardzo konserwatywna i popiera kościół. No ale cóż, nie można za wiele wymagać od człowieka, który przeżył wojnę;)
Tato lepiej funkcjonuje, choć pamięć krótkotrwała szwankuje mu bardziej. Często zapomina gdzie co położył lub schował, ale jest dużo bardziej sprawny fizycznie. No i nadal bardzo interesuje się światem, a już szczególnie Rosją. Słucha rosyjskich audycji i dużo czyta, ma swoje oryginalne teorie na przykład na temat powstania języków i archeologii.
Ech, dobrze jest mieć rodziców.