Jesień

Jesienią zawsze zaczyna się szkoła, a w knajpach zaczyna się picie, jak pisał poeta.

U nas tak samo, tylko bez picia w knajpach;) Mo dziś zaczyna ostatni rok przedszkola, Adek zaczyna ostatni rok studiów licencjackich a Mi zaczyna pierwszy rok nowych studiów. Już za tydzień. A ja oczywiście zaczynam swoją szkołę.

U mnie w tym roku na froncie chyba spokojniej niż ostatnio – ŻADNYCH NOWYCH PRZEDMIOTÓW (hura!) w jednej szkole, a w drugiej tylko jeden nowy.

W ogóle plan jak na razie wygląda dobrze, jedynie biedna Mo będzie musiała trzy dni w tygodniu siedzieć w przedszkolu do 17.30;( Mi ma zajęcia codziennie do 17 a ja właśnie trzy wykłady kończę o 17, choć wcześniej w ciągu dnia mam okienka. Pocieszam się, że jest już starsza, lubi przedszkole, lubi panie i ma swoją best friend.

A propos – tego właśnie zazdroszczę dzieciom: wczoraj na placu zabaw podeszła do niej dziewczynka, chwilę się pobawiły i za chwilę Mi słyszy:

Would you like to be my best friend? – dziewczynka mówi.

Yes! – Mo odpowiada. Po prostu.

Mi też ma dobry plan, choć trochę napięty – codziennie zaczyna o 10 i kończy o 17, a we wtorek dodatkowo w czasie okienka przyjeżdża do mojej szkoły dać wykład, piątek ma wolny w swojej szkole, ale za to uczy w mojej. Plus dwa wykłady wieczorne.

Ale za to jakie ma przedmioty na studiach! Już mu zazdroszczę. Psychologia rozwojowa. Praca z grupą. Prawo rodzinne. Samorefleksja. Praca socjalna z cudzoziemcami i mniejszościami. Równość, prawa, tożsamości i władza w praktyce pracy socjalnej. Ech, postudiowałoby się…

A ja mam w planach zrobienie prawka. Historia z samochodem mojego brata (co go w końcu nie kupiliśmy) sprawiła, że zaczęliśmy w głowie obracać problem prawa jazdy i wyszło nam, że dla nas tutaj jest to bardzo, bardzo droga sprawa (ponieważ tutaj podchodzi, a raczej podjeżdża się do egzaminu własnym samochodem, który trzeba ubezbieczyć itd itp). Nasze trudności wynikają głównie z tego, że w Irl zakłada się, że większa część nauki jazdy odbywa się w rodzinie, system opiera się na tym, że rodzice mają samochód, którym niejako naturalnie, z pomocą rodziców uczą się jeździć dzieci. My nie mamy tego naturalnego środowiska samochodowego a w dodatku żadno z nas nie mam prawka i wszystko to sprawia, że droga do samochodu wiedzie przez szpagat i dziesięć przewrotów w powietrzu.

I oświeciło mnie: w Polsce przecież jest inaczej! W Polsce nie można jeździć na tzw. provisional, czyli trzeba nauczyć się jeździć od a do zet z instruktorem. Co oznacza, że dla nas jest to dużo prostsze. I tu się właśnie wykuł plan: w przyszłym roku jade do Pl na dwa miesiące i robie prawko. Wykupię jazdy nawet dwa razy dziennie. To i tak wyjdzie taniej, niż kupno samochodu tu i ubezpieczenie dla uczącego się. W grudniu w Polsce się rejestruję, robię testy, zdaję, a potem przyjeżdżam na czerwiec, lipiec, sierpień i nie wyjeżdżam bez prawka! Zobaczycie!

Jakoś nigdy brak umiejętności jazdy samochodem mi nie przeszkadzał w życiu za bardzo, ale dotarło do mnie, że z samochodem parę rzeczy stałoby się dużo prostsze. A jeszcze parę po prostu możliwe, jak na przykłąd objazdowa podróż po Europie, w którą chcę się wybrać z moimi dziećmi za parę lat. Albo wypady nad morze w środku tygodnia – nasze prace na to pozwalają, ale transportem publicznym jest to długa wyprawa.

A na koniec jeszcze opowiem wam, że Adek zrobił sobie operację plastyczną uszu. Miał trochę odstające i był to jego wielki kompleks. Obiecałam mu zafundować zabieg, a że w tym roku mamy inne duże wydatki zaproponowałam, że zapłacę za jedno, zrobi sobie jedno i zobaczy, jak będzie się czuł;) Ale sobie uskładał na drugie i oto 50 minut bólu i 4 tys. zł później jest całkiem nowym Adkiem. Wygląda teraz jak amerykański żołnierz, powiedziała moja starsza siostra, nie wiem, dlaczego żołnierz i do tego amerykański, no ale to chyba komplement.