Ławeczka na słonku o poranku

to jednak cudna sprawa jest! Zrobiłam przemeblowanie ogrodu (kupiliśmy nowy stolik i krzesła na wyprzedaży) i stara ławka wylądowała pod domem, od strony kuchni, od południa. I właśnie dziś odkryłam jaka to cudna sprawa o poranku! Kiedy cały ogród jeszcze w cieniu od drzewa, ławeczka jest w słońcu. Jest ranek, więc słońce jest idealne – ciepłe, a nie ostre, balsamiczne, a nie parzące. Lilie pachną upajająco. Na przyszły rok posadzę groszek pachnący, może jaśmin przy ścianie? Ze wszystkich zmysłów najbardziej wrażliwy mam nos:D Ogród pachnie obłędnie: pod drzewem i ścianą, w cieniu, gdzie nasadziłam paproci, pachnie jak w lesie (miesiąc temu, kiedy poszłam wąchać w kącie pachniało mi lasem i czymś jeszcze i odkryłam niespodziankę ukrytą pod bluszczem – panowie robotnicy zemścili się za moją upierdliwość robiąc mi kupę w ogrodzie). Pod murkiem od zachodu pachną róże, ale wiatr wieje w tamtą stronę, więc rzadko zapach do nas dolatuje. Reszta ogrodu przeważnie pachnie trawą, co jakiś czas, jak mi się przypomni nawet świeżo skoszoną. Nawet kompost mi pachnie, nie żartuję – już się przerobił i pachnie ziemią, po prostu normalną ziemią, trochę spróchniałym drewnem, trochę piaskiem, trochę zbutwiałymi liśćmi i trawą.

Brzoza szumi na wietrze, lilie pachną, słońce świeci, kawka jest pyszna. Czas do roboty.

Zdjęcia będą:)