Byczę się trochę i lenię. Odpoczywam. Wróciliśmy do tej zimnej i deszczowej Irlandii i od razu tutaj zrobiło się cieplej, nie żeby od razu szaleństwo i upały, ale tak ponad 20 stopni to bywa. Tak, że nawet się kąpaliśmy dwa razy. Och, uwielbiam to zimne morze!
Oprócz tego dni spędzamy na różnych drobnych naprawach i domowych projektach. Usunęłam rdzę z kominka – wsadziłam cały kominek do baseniku Mo i zalałam octem, szkoda, że basenik był trochę za mały i większość kominka wystawała. Postał dzień w takiej kapieli, poszorowałam go trochę druciakami, potem wymyłam proszkiem do pieczenia (nie miałam sody oczyszczonej, ale kto by się tam przejmował), żeby zneutralizować ocet, potem przetarłam terpentyna czy innym śmierdzacym cholerstwem, by na koniec wypolerowac pasta. Postanowilam go nie malować – ma wygladać na stary kominek, którym przecież jest.

Jutro zakładamy ogrodzenie z wikliny, bo po jedej stronie mamy strasznie stary i rozpadajacy się płot, który był wcześniej przysłonięty plastikowym żywopłotem i przerośnięta tuja.