pożegnać się z bloxem. Nie musieć czekać pół godziny, aż im się strona załaduje.
To pokażę wam, z rozpędu, nasz nowy kominek, który przywiozła nam Kasia, pani na włościach Waterford.
(O rety, jak się dodaje zdjęcia???)
Mam ‚reading week’ czyli tygodniową chwilę oddechu. Wczoraj byliśmy nad morzem, było dość chłodno, ale w miarę słonecznie. Nic nie pobije smaku frytek i lodów na plaży. Jak już wiecie, kąpaliśmy się, dość spontanicznie, bo nie robiliśmy tego chyba od roku. Ale człowiek tak łatwo nie traci sprawności morsa;) Poważnie zaczynam przemyśliwać przeniesienie się nad morze, w dalszej, być może emerytalnej, przyszłości. Kiedy Mo zacznie studia, a my spłacimy dom i będziemy mogli go zamienić na malutki domek nad morzem. Na jakimś bardziej zadupiu.
Jak zwykle mamy bogate plany na najbliższą przyszłość. Mi musi zrobić prawo jazdy, jak najszybciej, czyli tak do dwóch lat. Potem ja. Są jeszcze inne plany, ale o tym na razie cisza, coby nie zapeszać, dam wam znać, jak będzie to już bardziej pewne.
Z domu jesteśmy coraz bardziej zadowoleni, ocieplenie to cudowna sprawa. Nie śmierdzi u nas wilgocią i nie robi się grzyb na ścianach, żyjemy prawie jak w Polsce;D
Choć moje cuda techniki, Germańskie wentylatory jeszcze nie zainstalowane, bo okazało się, że trudno znaleźć tutaj elektryka, który by się tego podjął. Choć schemat nie wygląda na skomplikowany, jeszcze parę miesięcy, a sama sobie je zainstaluję. Trochę nie mam teraz do tego głowy i czasu, zamierzam przycisnąć, jak tylko skończymy semestr. Nie mamy również jeszcze parapetów (od pół roku) i parę innych drobnych napraw i udogodnień czeka w kolejce. Powoli.