Widzieliśmy też puste domy, jak ten, w którym w dobudowanej kuchni podłoga się uginała pod stopami jak mech; inny, w którym odpadało wszystko, łącznie z pierwszym stopniem schodów i który nawet byśmy brali pod uwagę (OGRÓD! Piękny, duży, narożny, południowo-zachodni! lokalizacja! do pracy 10 minut na rowerze!), gdyby nie małe okna z przodu, a takie małe okna to taki właśnie szczegół, którego w Irlandii się nie zmieni, bo do tego potrzebna zgoda Urzędu Miasta na przebudowę, która przy starych domach jest prawie niemożliwa do uzyskania, czyli byłoby ciemno ciemno ciemno. I jeszcze jeden, w którym do wymiany było praktycznie wszystko, łącznie z całą kuchnią-samoróbką, gdzie człowiek czuł się jak w altance działkowej. Lecz jeśli myślicie, że przerażał nas stan rozkładu, to jeszcze mnie nie znacie, wbrew pozorom żaden z tych domów nie dobił mnie tak bardzo jak to pierwsze mieszkanie z lokatorami, mam wystarczająco bogatą wyobraźnię i wystarczająco głęboką naiwność, żeby się porywać z motyką na słońce. Ale trzeba mieć na tę motykę, a domy te już w momencie jak do nich wchodziliśmy kosztowały wszystko, co dotychczas uzbieraliśmy. Czyli mieszkalibyśmy w altance, dopóki nie naskładalibyśmy sobie na pożądny remont, ale przecież nawet to jeszcze by nas nie odstraszyło (przecież mówiłam, że jestem pierwsza do motyki!), gdyby nie Mo. Z małym dzieckiem to nawet ja sobie zdaję sprawę, że było by nam bardzo bardzo bardzo ciężko. Tym bardziej, że Mo jest uczulona na roztocza. Tym bardziej, że Adek ma skłonności do astmy.
Widzieliśmy też ładne domy, w gorszej dzielnicy, więc byłoby nas stać, ale w lepszej jej części, więc moglibyśmy mieszkać. Z pięknymi meblami i kuchnią na wysoki połysk, gustownymi sofami i eksluzywnymi kaflami w łazience. Z północymi ogrodami, porostami na drewnianej balustradzie od strony ogrodu i okrytymi mchem (no, prawie;) zabawkami dziecięcymi na tarasie przy domu od tej północnej ściany, która w Irlandzkim klimacie byłaby wiecznie narażona na wilgość. Więc oglądaliśmy je tak naprawdę, żeby się przekonać. O tym mchu i ślimakach w północnych ogrodach.