Ake mi tutaj chce zepsuć suspens, ale ja się nie dam;)
A zatem pierwszym domem, który nam się spodobał, był ten oto tutaj. Niepozorny, dość mały, taki skromny, bez żadnego zadęcia i bez udawania, ale w fajnym (dość) miejscu, blisko parku, z zachodnim ogrodem, oryginalną drewnianą podłogą i oryginalnymi kominkami z lat 30tych. Dom, w którym nie trzeba właściwie nic robić i można się wprowadzać od zaraz, co nie znaczy, że od razu nie chciałam i nie planowałam w myślach co zmienię, co przestawię i co przemaluję. Ale ten jego brak zadęcia do nas przemówił, tym bardziej, że chyba przez właśnie to nie było żadnych chętnych, kiedy dzień po oglądaniu zadzwoniłam do agentki. Zaoferowaliśmy cenę 10 tys. niższą niż wywoławcza i mieliśmy nadzieję, że różne jego mankamenty odstraszą potencjalnych właścicieli: brak korytarza czy jakiegoś ganku, miejsca, gdzie możnaby powiesić płaszcz (GDZIE ONI TRZYMAJĄ BUTY??), malutka kuchnia, jak widać na zdjęciach, mniejsza właściwie od tej, którą teraz mamy, ale przede wszystkim łazienka W PRZYBUDÓWCE NA DOLE. Dość spora i właściwie w porządku, ale po pierwsze, zasłaniająca ogród, który można sobie oglądać z kibelka, zamiast z kuchni czy dużego pokoju, a po drugie, aby do niej dojść z sypialni na górze trzeba przejść przez cały dom – zejść po schodach, przejść przez duży pokój i jadalnię, kuchnię i mały korytarzyk. W nocy na przykład. Jak chce się siusiu. W planach zatem mieliśmy dorobienie łazienki na górze, ale za jakiś czas, jak już uzbieramy, a na teraz mieliśmy nadzieję, że to skutecznie zniechęci potencjalnych nabywców.
Agentka ofertę zanotowała i zaległa cisza, na jakieś dwa tygodnie. A po dwóch tygodniach licytacja nagle przyśpieszyła, agentka zadzwoniła do nas i triumfalnie poinformowała, że właśnie ktoś dał 237, od tego czasu cena zaczęła rosnąć, a my po cichu przestaliśmy po prostu brać udział w licytacji, kiedy oferty przekroczyły 250. Agentka zadzwoniła jeszcze do mnie prawie miesiąc później aby poinformować, że cena wynosi 262 i wtedy już oficjalnie się wycofaliśmy.
To nie był dom dla nas.
W międzyczasie oglądaliśmy przeróżne domy, ale wszystkie w stanie mniejszego lub większego rozkładu a sprzedawane za 240, 250 czy 280 tysięcy i wtedy zaczęło do nas docierać, że na tę okolicę już nas nie stać.


