Dzień porodu

40.

Data porodu.

Nie zanosi się.

Morinka NIE wybiera się jeszcze na ten świat, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jeszcze zamierza posiedzieć w środku. No i niech siedzi, w końcu dzieci dojrzewają w różnym tempie. Niektóre dopiero koło czterdziestki;)

Jak nie zapominam o wyjątkowości tych ostatnich chwil PRZED to się cieszę, zapadam się głęboko w smakowanie ostatnich momentów, kiedy czuję ją od środka. A ciasno jej już niemożebnie i rozciąga swoje kończyny na wszystkie strony, turla się od prawej do lewej, wypina tyłek tuż pod moimi żebrami, czasem ją łapię za te twarde wybrzuszenia, czasem do niej stukam. Przeważnie szaleje od 11 wieczorem, wczoraj tańczyła do pierwszej w nocy, a kiedy się obudziłam o piątej – znowu. Czytałam, że dzieci mają bardzo często przestawione pory czuwania i snu, położna mówiła, że dostosowują swój rytm do pór dnia dopiero w ciągu pierwszego miesiąca po drugiej stronie brzucha. Przeczuwam, że będę miała bardzo aktywne noce.

Czytam Bowlbego A Secure Base. Kolejny raz przekonuję się, jak krytyczne są te pierwsze miesiące życia dziecka, jak ważne są pierwsze chwile po porodzie (matki, które nie dostały dziecka w ciągu 48 godzin po porodzie mają większe trudności w nawiązaniu póżniejszej więzi), jak szalenie istotne jest odpowiadanie na potrzeby dziecka w pierwszym roku życia, spośród których potrzeba bliskości jest chyba najważniejsza, obok oczywiście fizycznego zapewnienia bytu. Dziecko, którego matka jest do niego dostrojona i nie ignoruje płakań i marudzień, bierze na rączki, przytula i karmi, kiedy tylko dziecko tego chce, takie dziecko wykształca sobie spokojne podejście do świata, jest odważne w poznawaniu nowych terenów, dziecko, którego matka i ojciec zapewnia mu bezpieczną przystań, jest jeszcze bardziej otwarte na świat, odważne i kreatywne.

 

Brzuch jest naprawdę ogromny.

Bujam się na boki stojąc i skrobiąc marchewkę, kontemplując obrazy albo czekając na autobus. Dopiero teraz zauważam, jakim obciążeniem dla ciała kobiety jest ciąża. Pół dnia spędzam w łóżku, czytam, słucham, robię kocyk na drutach. W łóżku, bo na sofie i fotelu już jest niewygodnie, wygina mi się kręgosłup, Moriniakowi jest ciasno i kopie mnie w pęcherz, każda pozycja uwiera. Drugie pół staram się spędzać aktywnie – wciąż jeżdżę na rowerze, co jest wbrew pozorom dużo wygodniejsze od kaczego chodu w tym ostatnim miesiącu. Umawiam się z koleżankami, chodzę do kina i na wystawy, ale wystawy są ciężkie, bo trzeba stać nieruchomo przed obrazem i ludzie się dziwnie patrzą, kiedy się bujam. Oprócz brzucha nie przytyłam, w sumie 10 kilo i chyba dzięki temu mogę wciąż robić przysiady, dotykam palcami ziemi w skłonie, mogę sobie pomalować paznokcie u nóg.

 

Położna pisze do mnie maile:D Wysłałam jej tzw. plan porodu, czyli listę pobożnych życzeń, a ona mi odpisała, komentująć różne moje chęci i plany. Jak na razie jestem zachwycona opieką położniczą w tym kraju:) Nie robi się lewatywy, nie nacina się krocza, znieczulenie zewnątrzoponowe na żądanie, poród w basenie, kontakt skóra do skóry przez co najmniej godzinę po porodzie, w czasie porodu naturalnego można jeść i pić, kobiety są zachęcane do skakania na piłkach, brania prysznica w trakcie, przyjmowania najwygodniejszych pozycji i przyprowadzenia osoby towarzyszącej. Pokoje porodowe są oczywiście jednoosobowe. Wszystkie prośby i życzenia rodzącej są uważnie wysłuchiwane i dyskutowane. Bardzo dziwią mnie Polki lecące do kraju na poród, ale może mój szpital uniwersytecki  (ten sam Uniwerek na którym Mi studiuje) jest wyjątkowy.

 

I właśnie cholera jasna dopadł mnie katar! Jutro się nie ruszam z łóżka.