Jeszcze do mnie nie dociera, że będę miała dziewczynkę. Dziewczynkę. Naprawdę!
Co się robi z dziewczynkami? Maluje im paznokietki? Buduje stacje kosmiczne z klocków lego? Czyta książeczki? Tańczy? Wygłupia? Rysuje wieloryby? Czy gra się z dziewczynkami w piłkę? Robi się im samoloty? Rozwiązuje zadania matematyczne? Gotuje pierogi?
Dziewczynki mają trudniej w życiu? Bo mniej zarabiają, bo mniej osiągają, bo są słabsze, bo są lekceważone.
Dziewczynki mają łatwiej w życiu? Bo są zaradniejsze, bardziej życiowe, nie poddają się tak łatwo, nie zwracają uwagi na puste światowe sukcesy.
Jak to zrobić, żeby nie wymagać więcej od dziewczynki niż od chłopca? Jeśli walka o porządek w pokoju Adziarza to niekończąca się historia, czy będę umiała od Morinki więcej nie wymagać?
Dlaczego dziewczynka w powyciąganych rajstopach to fleja a chłopak w rozciągniętym dresie ma po prostu ciekawsze zainteresowania?
Dlaczego jednak, choć bardzo temu zaprzeczamy, choć zaklinamy się, że to nie prawda urodzenie syna to coś lepszego niż urodzenie córki? Urodzenie syna nobilituje, urodzenie córki degraduje. I nie, nie tylko w Afganistanie.
Dlaczego relacja matki z córką jest trudniejsza niż z synem? Dlaczego synowie są rozpieszczani a córki obarczane obowiązkami?
I jak wychować córkę, żeby była odważna, mądra, dobra, silna, wrażliwa i przedsiębiorcza a równocześnie kobieca. Żeby się nie wahała sięgać po to, czego chce. Żeby się czuła równa.