40+1
Leżę. Na razie nie czekam. Tak, jak jeszcze parę dni temu wyganiałam Morinkę, teraz zaklinam ją, żeby jeszcze posiedziała parę dni w środku. Skupiam się całą sobą na wyzdrowieniu – czosnek, cynk, wit. C, miód, wąchanie kitu pszczelego rozpuszczonego w spirytucie, grejpfruit, natka piertuszki, paracetamol. Sposoby tradycyjne i te potwierdzone badaniami. Kataru już nie mam, teraz tylko słabość, ból mięśni, ogólne zmęczenie. Taka głupia infekcja może nawet spowodować zapalenie płuc u noworodka, więc koncentruję wszystkie swoje moce psychiczne i fizyczne na dochodzeniu do zdrowia. Jeszcze tylko dwa, trzy dni i będzie dobrze. Ludzie potrafią odłożyć umieranie na trzy dni, a co dopiero wyleczyć się z głupiego przeziębienia!
Żmijessa okazała odruch serca i dostałam od niej DZIESIĄTKI ubranek dla dziewczynki w rozmiarze 0-3 miesięcy (niestety większość w kolorze różowym, dodam złośliwie). Urodziła córkę ważącą 4500 i większość ubranek była po prostu za mała, bo mała jest ogromna. Na zdjęciu wygląda jak ludzik Michelin. Taki grubaśny niemowlak nie wzbudza moich ciepłych uczuć, zastanawiam się, czy to dlatego, że nie lubię Żmijessy, czy też z jakiś innych powodów. Adek był strasznym chudzielcem i chyba w odruchu obronnym wyrobiłam sobie niechęć do grubaśnych dzieci. Jak wszyscy zachwycają się fałdkami, mnie od fałdek odrzuca, tak, wiem, jestem okropna. Przez chwilę zastanawiałam się, czy przyjąć te ubranka – nie ufam jej i propozyja również wzbudziła moją nieufość. Ale doszłam do wniosku, że ona jest chyba po prostu zupełnie niedojrzała i niestabilna i że taki dobry gest z jej strony może być szczery i bez żadnego ukrytego dna. Tak też postanowiłam go traktować i przyjąć za dobrą monetę. Każdy ma prawo być dobry.
Choć pod tą dobrocią mogą ukrywać się różne rzeczy. Na przykład nasi sąsiedzi, którym swego czasu dałam sobie wejść na głowę pomagając w pisaniu pism urzędowych i tłumaczeniach, również zapragnęli nam podarować różne rzeczy po swoim synu. Najpierw przynieśli dwie torby ciuszków, za które oczywiście bardzo podziękowałam, mimo, że mnie estetycznie gryzły (kombinezony misie i tak dalej, nic w nich złego oprócz tego, że nie w moim guście). Ale wiadomo, taki maluch nie zwraca uwagi na estetykę, a ciuszki się przydadzą – darowanemu koniowi itd. Potem zapragnęli nam podarować fotelik samochodowy i nie mogli zrozumieć, że go nie chcemy. No bo co z tego, że nie mamy samochodu? Przecież dziecko może sobie leżeć w takim foteliku. Mówiłam NIE chyba z 15 minut. Nie nie, nie, dziękujemy, naprawdę nie potrzeba itd. Po dwóch dniach L zadzwoniła do mnie oznajmiając, że zaraz wpadnie z zabawkami i paroma drobiazgami, jak na przykład gruszką do nosa. Tylko trochę używaną.
O_O
Wtedy mnie zatkało, a że w dodatku akurat źle się czułam i cały dzień leżałam sobie na sofie, to w miarę grzecznie odmówiłam wizyty. Tym bardziej, że poprzedniego dnia sąsiad był u nas z jakąś tam swoją kolejną drobną sprawą. Wydawało mi się, że wyraźnie wyraziłam brak chęci dostania używanej gruszki.
Następnego dnia L. nie zadzwoniła, tylko po prostu pojawiła się pod drzwiami z torbą. Starając się być grzeczna zaprosiłam ją do środka. L zaczęła wyciągać z siaty stare, używane zabawki, lekko zatęchłe pluszaki i na sam koniec ceglastą, gumową gruszkę do nosa. Całkiem dobrą, tylko trochę używaną. Szlag mnie już wtedy trafił i wypaliłam, że to trochę niehigienicznie a ona stwierdziła, że przecież można wygotować. I dalejże wciskać mi zabawki ze słowami No bierz, bo co ja mam z tym zrobić? Stoją te rzeczy, zagracają…
…
Niestety, nie potrafiłam się całkiem wykręcić, zanim do mnie dotarło, że sąsiedzi chcą sobie odgracić mieszkanie moim kosztem, zgodziłam się przyjąć parę zabawek. Dyskusja z sąsiadką i tak trwała z pół godziny – musiałam się gęsto tłumaczyć, dlaczego biorę tylko parę. Kiedy w końcu wyszła, zabierając gruszkę i jedną pełną siatkę, zgodziłam się, żeby M spakował podarowane zabawki i wyniósł na śmietnik. Nie mogłam się na nie patrzeć.
Sąsiedzi się trochę obrazili, że nie chcemy więcej używanych rzeczy i zabawek. I trzymamy dystans.
A ja postanowiłam wszystkie ubranka, które mi się nie podobają, wszystkie przesłodkie różowości, od których przedszkolaki by się porzygały, wszystkie wytarte pluszaki spakować i poszukać następnej ofiary, którą mogłabym obdarować. Taka jestem dobra.



