Dziewczyny już piszą to tam ugotowały na święta, NA ŚWIĘTA?? dla mnie to jeszcze prawie 2 tygodnie, nawet sprzątania nie zaczynam, bo się zabrudzi, a co dopiero gotowania;)
A w dodatku

nie jadę do PL w tym roku, będą musieli sobie radzić sami;)
W moim rodzinnym domu święta to zawsze był stres, zadyma, napięcie i Wielka Wigilijna Kłótnia, podczas której mama wychodziła na dwie centralne godziny w ciągu dnia, tato zaszywał się na działce, a my zostawaliśmy i usiłowaliśmy wszystko polepić łącznie z tą dziurą w sercu. Pamiętam jedną wigilię kiedy koło 17 wyszłam na ciemne ulice na poszukiwanie opłatka i płakałam. Nie wiem czemu, teraz już bym nie płakała, bo to w sumie śmieszne, że każde święta muszą zostać uczczone wielką awanturą o wszystko. I nie, nie chodziło o alkohol, bo w moim domu się nie pije prawie wcale. Moja mama jest dzieckiem wojny i powiedzieć o niej, że jest niezorganizowana to jakby powiedzieć o Mansonie że był niegrzeczny. Każda większa okazja do dla niej koniec świata, potworny stres i miotanie się, kiedy goście mają przyjść na piętnastą, w południe jeszcze nie wie co poda, o pierwszej wychodzi na zakupy, o drugiej ją wyglądamy z okna, o drugiej piętnaście wreszcie wraca i wpół do trzeciej nastawia mięso. Ale żeby nie było – ona się bardzo cieszy z gości i zawsze wszystkich do siebie zaprasza, a że ma dużą rodzinę w dzieciństwie często byliśmy znienacka odwiedzani przez ciocie, wujków i kuzynów, którzy potem obgadywali moją mamę po kątach, że nic nie przygotowane, że nie posprzątane, że jak u Cyganów.
A zatem w tym roku
