Zapisałam się do klubu matek polek wariatek i byłam dziś na usg. Jest to siódmy tydzień.
Widziałam typa. Ma 9 mm i bije mu serce 134 uderzeń na minutę. Wszystko jest jak najbardziej w porządku. Mi się najbardziej ucieszył na słowo ‚POJEDYNCZY pęcherzyk ciążowy’, bo nastawiałam go już na trojaczki (w życiu trzeba się przygotować na wszystko).
Oprócz tego porozśmieszałam trochę pana doktora (je pani kwas foliowy? tak, w dawce 5 mg. A dlaczego tak duża? Zmusiłam GP żeby mi przepisał. A miała pani w rodzinie przypadki wad cewy nerwowej? No nie, ale skoro zapobiega, a nie ma żadnych skutków ubocznych to wie pan, wolałam dmuchać na zimne. – Ale może powodować astmę. Niech pani już zostawi te internety! Panie doktorze, jest jeszcze gorzej, mam dostęp do bazy czasopism naukowych, to dopiero jest ZUO!), troche pan doktor porozśmieszał mnie (panie doktorze a mogę się kąpać w morzu? No pewnie! Jest słone nic się nie powinno stać. Ale mi chodzi o to, że jest zimne, bo się kąpię i mnie straszą. A kto panią straszy? Internety. No wie pani, gdyby było gorące to bym pani odradzał, ale zimne jak najbardziej. Ciężarne powinno się trzymać w lodówce.) Zapytałam się też o bieganie – no pewnie, że może pani biegać! Takim tempem relaksacyjnym. – No to super! Na to włączył się mój M.:- ale wie pan, niech pan jej powie co to jest tempo relaksacyjne, czy 40 minut do zlania potem to się liczy?
I pan doktor pozwolił.
I to na razie tyle. Nawet zaczęłam już się powoli i ostrożnie trochę cieszyć.