Tytuł 211

Piszę jedną krótką pracę na zaliczenie, termin jak dla kopciuszka, praca ma być wysłana dziś przed północą, więc jeszcze dużo czasu, nie? Akurat na pisanie bloga.

Chciałam tylko napisać, że uwielbiam moją panią terapeutkę, mam wrażenie, że trafiłam na naprawdę dobrego psychoanalityka, choć pani jeszcze się uczy i jestem jej przypadkiem szkoleniowym, ale mówię wam, będzie jeszcze znanym psychoanalitykiem.

Zapisała już cały zeszyt o mnie, bardzo dziwne uczucie być bohaterką opowieści, która po raz pierwszy nie rozgrywa się w moje głowie. Pani jest taką siłą spokoju, zrównoważenia, umocowania, ugruntowania, a przy tym ma naprawdę celne uwagi i pytania i zadaje je w taki sposób, że nie mogę się na nią obrazić ani wkurzyć, choć trafia w sedno.

A najdziwniejsze jest to, że nie lubię tam chodzić, do pewnego stopnia jest to nieprzyjemne, przed każdym spotkaniem jestem trochę skulona i zdenerwowana, nie nią, ale tym, że oto po raz kolejny będę musiała zanurzyć się w bagnie moich własnych grzeszków i wad, a co więcej, będę musiała zmierzyć się ze strachami najstraszniejszymi i w nagim świetle zobaczyć swoje błędy, ale mimo to idę się zmierzyć po raz kolejny z samą sobą, bo wiem, że to mi dobrze robi, bo się przekonałam, że to działa, że jak wyciągnę jakiś kolejny nieprzyjemny, wredny, obślizgły kawałeczek mojej osobowości (och, byście się zdziwili ile ich mam;), to zostanie on oglądnięty, oceniony, odczyniony, oczyszczony  i zdezynfekowany i potem nie przeszkadza tak bardzo w życiu, przestaje powodować, że czuję się małym, skulonym, skrzywdzonym, zazdrosnym, zakłamanym szczurkiem, ucieszonym, gdy może skrytykować niedoskonałości innych, przekonanym o własnej moralnej wyższości i absolutniej konieczności wtrącenia swoich przemądrzałych trzech groszy, paranoicznym i nieufnym wobec innych ludzi, posądzającym innych o bezbrzeżną głupotę, jeśli nie o najniższe intencje. 

Kiedyś, na początku terapii zadawałam dużo pytań o istotę procesu terapeutycznego, o to jak to się dzieje, że robi się lepiej i skąd się wie, czy się robi lepiej, teraz się już nie pytam, bo czuję, że tak jest, mniej mnie interesuje technologia produkcji tego lepiej, a bardziej sam efekt końcowy. Ale polecam Yaloma jak ktoś chciałby coś wiedzieć więcej, uwielbiam, odszedł trochę od podejścia psychoanalitycznego na rzecz egzystencjonalizmu i to nawet jest chyba jeszcze lepsze, a pisze cudownie, tak, że nie można się oderwać. 

Pani bierze ode mnie 36 euro za dwie godziny tygodniowo i nie żałuję ani jednego centa z tej kwoty, jeślibym miała wybierać między dwoma tygodniami na Karaibach a rokiem terapii to nie wahałabym się ani trochę. (Wykwalifikowany psychoanalityk bierze 80 euro za godzinę, hehe).

Wracam do eseju.