Tytuł 212

Dosyć, dosyć tej brazyliady, mody na sukces dla ubogich, niewolnicy Isaury dla niedorozwiniętych, ballady o dwóch kreskach i zwyczajnym szaleństwie.

Już mi się samej odechciewa, nudzi mnie niemożebnie ten przesłodzony sentymentalizm (ach! żebyście widzieli te fora dla mamusiek! te wszystkie brzuszki i maluszki, fasolki i serduszka, te wirtualne świeczki i owieczki, aniołki, dzidzie i maleństwa, cały ten kicz, kram jarmarczny spod kościoła pw Najświetszej Matki Polki, lukrowanej patronki matczynego poświęcenia w imię maluszka, leżenia plackiem ziemniacznym przez 9 miesięcy, humorków i apetytu, głaskania brzusia i rozmów z zarodkiem zwanym dzidzią).

Tytuł 213

W kolejnym odcinku telenoweli brazylijskiej:

Mam złe przeczucia. Mam bardzo złe przeczucia. Wszystkie objawy minęły, tak, jak ostatnim razem.

Nie plamię, nic się nie dzieje. I właśnie to mnie martwi. 

(Heh, trochę się z wami kłócę ale i tak fajnie, że jesteście. Komu miałabym się tak zwierzać?)

W nocy obudził mnie niepokój, nie spałam od 3.30 do 6.30. 

Trudne jest to wszystko, trudne i poniewiera człowieka na wszystkie strony. Wiem, że trzeba się nie przejmować, ale naprawdę nie wiem jak mam to zrobić – nie przejmować się, ale na siebie uważać, nie przejmować, ale zluzować bieganie, jedyne, co mnie zawsze odstresowuje, nie przejmować, ale uważać na leki, jakie się bierze. Codziennie na przykład biorę Zyrtec, bez tego po 2 dniach atakuje mnie straszna alergia. Mam się męczyć i odstawić? Mam brać, jak brałam? Tak się nie da – albo się olewa i nie przejmuje, albo się przejmuje i świruje. U mnie przynajmniej tak to działa.