10 tydzień i voila! – mdłości ustępują. Kawa nadal nie wywołuje ekscytacji ani rozkoszy podniebienia, ale da się pić, bardziej jako symbol niż realna przyjemność.
Oprócz tego kicham, prycham, smarkam, pociągam nosem i boli mnie głowa, czyli złapałam wirusa. Na szczęście to tylko zwykłe przeziębienie, a nie grypa. Od czwartku w łóżku.
Ciąża zaczęła jawić mi się okropnie tajemniczo – wreszcie nie chce mi się rzygać i spać na okrągło, brzuch jeszcze nie urósł (ten wałeczek to tłuszczyk) a w dodatku schudłam. To znaczy wagę mam taką jak sprzed wakacji. No i tak naprawdę nikt tej ciąży jeszcze nie widział. Wielce tajemnicza sprawa. Na rozwiązanie zagadki przyszłoby mi jeszcze długo czekać i za to lubię Irlandzką służbę zdrowia.
Bo tutaj jest tak: jak się jest w ciąży to się idzie do lekarza i się mówi. Lekarz wierzy ci na słowo i się cieszy (albo smuci, mnie się zapytano czy chciana, na pozytywną odpowiedź dostałam gratulacje), zapisuje sobie w karcie, daje ci parę dobrych rad i zaleca wybranie sobie szpitala. Tyle. Ty sobie wybierasz szpital, idziesz tam, zapisują cię i dostajesz listem termin pierwszego spotkania, które wypada na 16-20 tydzień ciąży. Czyli generalnie 4-5 miesiąc ciąży. Wtedy będziesz mieć pierwsze USG, pierwsze badanie krwi, pierwsze POTWIERDZENIE że faktycznie urodzisz człowieka (albo i nie). Do tego czasu NIE ROBI SIĘ NIC. Wychodzi się z założenia że 1) matka natura wie co robi usuwając płody do 4-go miesiąca ciąży, 2) nadmierne oglądanie, mierzenie, ważenie, badanie, pobieranie krwi itd. skutkuje tylko większą neurozą u ciężarnych, które zaczynają uważać, że ciąża to choroba i muszą być stale pod kontrolą lekarza. A przecież nawet 50% ciąż jest ronionych w bardzo wczesnej fazie (do 5 tygodnia – kobieta nawet nie wie, że była w ciąży), dalsze 15-20% w ciągu następnych 2 miesięcy. I dobrze, bo patrz punkt 1.
System ten jest bardzo różny od polskiego systemu opieki nad ciężarną. Z tej racji dużo Polek (w sumie ciekawa jestem jaki %, z anegdotycznych opowieści i lektury forów polskich wynika, że praktyka ta jest bardzo bardzo powszechna, ale nie ma żadnych konkretnych danych) idzie do polskich lekarzy, płaci 50e za wizytę i 90 za usg w 8 tygodniu, potem regularnie bada sobie krew, mocz, ciśnienie, wielkość zarodka i tak dalej. W ten sposób czuje się bardziej bezpiecznie. Albo bardziej nerwowo – bo zarodek zamiast 8 ma 6 mm, bo kobieta ma podwyższony poziom jakiegoś hormonu, bo macica się nie powiększyła/powiększyła za dużo i tak dalej i tak dalej. Trzeba ważyć, mierzyć, badać, bo jak tylko na chwilkę stracimy kontrolę, to skutki moga być KATASTROFALNE. Bo ci irlandzcy lekarze to się nie znają, konowały jedne, nie wiedzą, że trzeba, że koniecznie się musi, że należy, że kontrola, mierzenie i ważenie to podstawa dla każdej szanującej się polskiej ciężarnej.
No dobrze, powiecie, ale może to nie jest korba, może TAK TRZEBA? Może tak jest LEPIEJ? Może mniej dzieci i matek umiera w ten sposób? Otóż okazuje się, że nie. Irlandia ma jeden z najniższych wskaźników umieralności noworodków na świecie (2 na 1000, Polska – 3 na 1000, czyli 30 %(sic!) więcej) i niemowląt na świecie (3.78 na 1000 dzieci przed pierwszym rokiem życie, Polska – 6.3). Czyli dzieci mają się dobrze, nie?
Mnie, znanej neurotyczce i panikarze, wymyślaczce wyimaginowanych chorób (znacie to?
bardzo ten system odpowiada. Płodóś (żeby nie było, że nie darzę go uczuciem) przeżyje – bardzo dobrze!, nie przeżyje – no cóż, matka natura kocha twardą miłością. Albo Bóg tak chciał, dla religijnych. Odpuść sobie mierzenie dwu miesięcznego płodu, wyluzuj kobieto, ciesz się życiem i korzystaj z tego, że masz prawo do zachcianek. Jedz to, na co masz ochotę, biegaj, pływaj, pracuj (Irlandki nie chodzą na zwolnienia w ciąży), żyj.
Utożsamiłam się z tym podejściem całkowicie. Niech się tam w środku trzyma pazurami (jak mu wyrosną hehe, taki czarny humor) i żyje, mały – do boju! ale jak jest taki słaby, że 3 filiżanki kawy (nie, żebym miała ochotę, ale przysłowiowo) go wyeksmitują z ciepłego mieszkanka, to Auf Wiedersehen! drogi zlepku komórek, widocznie nie dane ci jest być! Może jesteś przyczynkiem do całej historii filozofii, ale nie dany ci będzie głos we własnej sprawie. Za krótko byłeś na tym świecie, żeby mieć coś do powiedzenia. Proszę wrócić do poczekalni nicości i próbować za 100 lat. W końcu czas nie istnieje, prawda?
Ale wróćmy z krańców wrzechświata na ziemię, a dokładniej na irlandzką ziemię.
Jest oczywiście ciemna strona mocy systemu opieki zdrowotnej w RoI – pierwsze USG robią tak późno, żeby kobiety nie zdążyły pojechać do UK usunąć ciążę, jeśli okaże się, że coś jest nie tak. Jak się dziewczyna dowie w 18 tygodniu, że jest duże prawdopodobieństwo, że płód ma wadę genetyczną (zespół Downa, trisomnia 18 etc) to będzie już bardzo bardzo późno na aborcję, która jest wprawdzie dopuszczalna do 24 tygodnia w UK, ale przecież im później tym ciężej. Bo usunięcie ciąży w 5-6 miesiącu to rzeźnia i to równie bardzo dla kobiet pro-life jak i tych pro-choice. Bo to już nie jest choice, tylko krwawa masakra.
Reszta moich kontrowersyjnych poglądów w następnych odcinku. Idę gadać z płodusiem i uczyć go języków obcych za pomocą oglądania seriali.