Tytuł 328

Po namyśle myślę (hehe), że nie chodzi tu o chwalenie – bo przecież ludzie robią większe rzeczy, nie ma co się porównywać – ale o zauważanie. Że tak często nie zauważamy, że coś się udało, że coś zrobiliśmy, a przecież wcale nie musiało tak się stać.

Świadomie sobie postanowiłam, że chcę zauważać, że coś się dobrego udało. Że coś dobrego jest. Bo zapominam, bo nie pamiętam, bo jakoś tak – pojadę banałem – widzę, czego nie mam, a nie widzę, co mam. 

(No już chyba z tego egzatowania nie wyrosnę. W sumie im jestem starsza, tym bardziej doceniam egzaltację – umiejętność zachwycania się kiedy się równocześnie wie, że świat nie jest tylko jak z książeczek dla dzieci.)

Bo czasem ten świat mnie obezwładnia, jak na przykład na tym niedawnym spacerze:

I jeszcze wywiad z Tomaszewskim, który radzi by robić dokładnie odwrotne zdjęcia, niż ja wam tu prezentuję.

Najważniejsza rada jest taka, by byli ogniem a nie ćmą. Jeśli człowiek czuje się samotny w swojej fotografii, jeśli wszyscy robią to, czego on nie robi – jest na dobrej drodze. Tego powinien się trzymać. Powinniśmy szukać klucza do samego siebie, do swojej odmienności, oryginalności i z tego uczynić wehikuł, na którym można daleko zajechać.

Ale i tak go uwielbiam.

I yes, I will!


Tytuł 329

Od wczoraj przykuta do komputera siedzę i robię korektę Mi. I powiem wam, że nie mogę uwierzyć, że jeszcze nie mogę sama uwierzyć, że mój mąż w 3 miesiące zrobił badania, zanalizował je i napisał 80 stron magisterki po angielsku, 80 stron, które w dodatku mają sens! Ostanio nic nie robię na blogu, tylko się chwalę, a co mi tam, chwalę się, bo jestem dumna, bo dał radę, bo jeszcze tak niedawno nie byliśmy pewni, nie wyobrażaliśmy sobie tego, nie wiedzieliśmy, że damy radę. Że da radę. Ech, nawet, jak będzie musiał włożyć dyplom do szuflady (oczywiście, że się z taką opcją liczymy), to jest to dyplom z setnej na świecie uczelni. No i przynajmniej oduczył się pisać ‚it it interesting’ w co drugim zdaniu. I może skończy drugie studia przed czterdziestką;)