Tytuł 332

Zbliżający się koniec projektu poznaję po narastającej panice i głębokim wewnętrznym przekonaniu, że wszystko jest do dupy. Kiedy nic, tylko mam ochotę wcinąć delete i ‚wysłać cały ten bełkot w kosmos’ to znak, że się napracowałam i boję się, że skończę. A kiedy skończę, to koniec – koń, jaki jest każdy widzi, i każdy będzie mógł go opluć, wylać na niego pomyje i wyśmiać, a biedny konik będzie sobie stał i stał i cierpiał i czekał na Nietzchego jak na Godota. 

Zafascynowana jestem życiem, naturalnym biegiem spraw – tym, że ciąża się kończy, niezależnie od tego, czy jesteśmy na to przygotowani, czy mamy wystarczająco pieluszek, kocyków i śpioszków, tym, że dzieci dorastają i odchodzą, choć my wcale nie czujemy się na to gotowi, a co więcej nie czujemy, żeby one były na to gotowe – przecież nadal są malutkie i sobie nie poradzą.

Dodaj komentarz