Tytuł 352

Za oknem sypie snieg. 

Dzień był histeryczny, noc byla koszmarna do trzeciej trzydzieści, a potem oddałam się pod opiekę miłości i zasnęłam. 

Pracowity pracowy tydzień, piszę pracowity a przez cały weekend moja hipochondria nie pozwoliła mi zrobić nic.

Może ona po to jest?

Wczoraj trzęsłam się jak osika przez osiem godzin, o dwudziestej założyłam czapkę i pepegi i poszłam biegać z myślą, że przynajmniej umrę w drodze. 

Biegało mi się dobrze. Przestało mnie dusić.

Bieganie nadal pozostaje numerem jeden ze wszystkich sposobów uspokajania ciała. 

Wczoraj nawet medytacja nie pomagała.

Z tego wszystkiego skończę biegnąc maraton;)

Chciałabym mieć choć ociupinkę tego wcześniejszego uczucia, że życie jest piękne.