Czemu się śmiejesz, smutny zwierzaku?

Czemu nosisz kolorowe rajstopy, smutny zwierzaku?


Nie chodzi bowiem o to, żeby nosić kolorowe rajstopki i śmiać się na siłę.

Od dzisiaj zatem, od dzisiaj jestem dla siebie dobra. Od dzisiaj mówię sobie, że nie muszę się rozchorować, żeby zasłużyć na dbanie o siebie. Od dzisiaj się nie nadużywam.

Zawsze się mobilizuję w chwilach kryzysu, tak strasznie się mobilizuję, że potem trudno mi odpuścić. Uważam, że skoro mogę to powinnam, skoro daję radę, to muszę, skoro jestem, to muszę zasłużyć. Na bycie.

 

Kupiłam sobie melisę, dziurawiec i lipę. Od dzisiaj piję zdrowe herbatki. Z miodem.

Nie wiem dlaczego tak bardzo trudno jest być dobrym dla siebie. Nie wiem dlaczego muszę wymyślać sobie choroby, żeby dać sobie czas na odpoczynek i zasłużyć na opiekę.

Mam coś głęboko w sobie zakodowane, że jak jest dobrze, to może być źle, że trzeba się wykańczać starając, bo inaczej się nie zasłużyło. Trzeba oszczędzać, żeby być bogatym, trzeba się naharować, żeby coś osiągnąć, trzeba osiągać, żeby zasłużyć, trzeba zasłużyć, żeby mieć prawo żyć.

Wszystko jakieś takie poplątane w środku. Racjonalna ja wie i rozumie, rozważa, logicznie analizuje, krytykuje, porządkuje, racjonalizuje, doradza i poucza. A jednak nie ma to zbyt dużego sensu ani wpływu na moje decyzje, głowa kieruje się czymś innym niż rozum, lub inaczej: kierując się nieracjonalnymi przesłankami usiłuje je racjonalnie wytłumaczyć, przydać im logiczności i pozoru obiektywności. Dziwne jest to, że rozum może przeszkadzać, rozum rozumie innych, albo mu się tak wydaje, jednak wobec samego siebie jest bezsilny, nie może siebie pojąć ani zrozumieć, kręci się w kółko, kręci i nadaje tylko pozory sensu. 

Bo naszym życiem, moi drodzy, nie kieruje rozum. Tak nam się tylko wydaje.

Naszym życiem kierują emocje, mniemania i wydajemisie.

Oczywiście wszyscy o tym wiemy i nie wiemy równocześnie. Bardziej wiemy, jeśli chodzi o innych ludzi, jak ona może być taka ślepa, jak on może tego nie zauważać, ale wobec siebie jesteśmy jak dzieci we mgle, albo nawet gorzej, bo dzieci przynajmniej wiedzą, że błądzą. A my z uśmiechem na ustach dziarskim krokiem maszerujemy w stronę przepaści, jak ten facet, co skoczył z dziesiątego piętra i lecąc w powierzu powtarzał: so far so good (jak na razie dobrze). 

Źle źle źle. Błądzimy. Nie tędy droga. Nie widzimy dalej niż czubek własnego nosa, ale wydaje się nam, że możemy wszystkim doradzać jak żyć.

Jak się okazało, ja nie wiem nic.

Nic nie wiem. Nie wiem jak żyć. Panna przemądrzała w kolorowych rajstopkach z paluszkiem wskazującym na niebo zapomniała, że ważny jest księżyć, nie palec. Nie patrzcie się zatem na palec. Panna Anna Hanna wanna, lat niewiadomoile i trzy czwarte, pozjadała wszystkie rozumy i teraz cierpi na niestrawność. Jeszcze całkiem niedawno tak wszystko wiedziała. Szczęście jest w nas powtarzała straszliwie z siebie zadowolona. Oj tak tak paniusiu kochana, szczęście jest w nas, ja zawsze to powtarzam.

A teraz nie wiem nic. Nie wiem. Nie patrzcie się zatem na mnie, nie sugerujcie, nie kierujcie, nie uwzględniajcie. Nie liczcie też, że będę się stosowała do waszych rad, bo rady, jak powszechnie wiadomo, nie działają, rady są dla nas samych i dla naszego dobrego samopoczucia. Rady są dobre dla radzącego, dlatego nazywają się dobre rady.

Od dziś chcę być dobra dla siebie. Ja. Dobra. Piję ziołowe herbatki i czekam – może coś się urodzi. Pustka jest zawsze najbardziej płodna, wbrew pozorom. Chowam paluszek wskazujący do fartuszka. Czekam.

Świat się bardzo wolno obraca.