A dzisiaj padał śnieg. I biegliśmy. Dwadzieścia osiem minut.
Żeby rozproszyć swoje wątpliwości, żeby się upewnić, że nie umiera, przepędziłam go po uliczkach.
Nie wyglądał na umierającego, muszę przyznać. Trochę sapał, ale ja chyba bardziej.
Strasznie wiało.
Było pusto na ulicach. Sypał śnieg. Fajnie było.