Tytuł 360

Tak tak, marzec jest zdecydowanie lepszy niż luty.

Luty jest srogi, nieubłagany, skuty, okrutny. W lutym czas się zatrzymuje na całe długie 28 dni, które się liczą podwójnie i każdy dzień ma 48 godzin na wypatrywanie meteorytów i czekanie na koniec świata i tylko takie osoby jak Okrutne Miśki mogą się rodzić w lutym (pozdrawiam), też mi pomysł, żeby się rodzić w takim zimnym pustym miesiącu, gdzie wszystko co żyje trzęsie się z zimna i strachu pod kołdrą. 

Ale wystarczy moi drodzy tych wynurzeń na razie, to nie kozetka u psychoanala przecież. Kto nie poczuł złowrogiej mocy ambicji i potrzeby bycia lepszym, ten nie będzie wiedział o czym mówię, kto nadal w nią wierzy, stwierdzi, że bredzę w malignie, a kto jej zaprzecza uzna mnie za głupca bądź kłamcę. Jeszcze tylko dodam, że powszechnie wyznawanym przekonaniem, aczkolwiek całkowicie błędnym, musimy to mocno podkreślić, jest opinia, że pracodawcy lubią ambitnych ludzi. Otóż nie, nie! Nie ma nic bardziej mylnego! Pracodawcy lubią ludzi posłusznych, dość ograniczonych, w sam raz na tyle, żeby nie zauważali bezsensu kręcącej się machiny instytucji, na tyle wyzutych własnych ambicji, żeby dawali sobie wmówić, że cele firmy są ich osobistymi. Moja szkoła na przykład wolałaby, żebym zamiast tracić mój cenny czas na pisanie artykułów i czytanie książek spoza wąskiej listy ‚required readings’, poświeciła go na przykład na dzwonienie do studentów i nakłanianie ich do przyjścia na zajęcia. Albo w ogóle na chodzenie i głoszenie dobrej nowiny, że Szkoła daje ci dyplom, jak zapłacisz, więc chodźcie tu do mnie dziatki jak was wszytkich nakarmię!

Na koniec jeszcze tylko zauważę, że świat wygląda przepięknie, jak się odpuszcza jakiekolwiek osiągnięcia, nagle nie czuje się tego ogromnego ciężaru w piersi, można oddychać swobodnie i cieszyć się, że po prostu się jest. Co oczywiście nie oznacza, że zamierzam teraz nie robić nic (a wierzcie mi, w Irlandii jest to całkowicie wykonalne z dwustoma euro zasiłku tygodniowo i znam paru takich gości, co to już 5 rok siedzą na zasiłku), choć nie przeczę, że gdy najdzie mnie taka ochotą to przestanę robić cokolwiek. Ale na razie, na razie cieszy mnie robienie tego, co dotychczas tyle, że bez okrutnej presji i ciśnienia. Bo ja LUBIĘ uczyć i lubię czytać i lubię pisać i tak dalej.

No, ale dość o tym.

Byli Freje i jakąś taką zieloność przywieźli ze sobą, pachną tymi swoimi polami, kurami, psami, dzieciakami (Kasiu – jest to metafora;)  i jest to zapach przestrzeni.

Też chcę coś hodować! 

Syna mam już dużego, więc zabrałam się za kiełki.

Proszę bardzo, też możecie mieć: