Tytuł 361

No proszę, przyszedł marzec i od razu czuję się lepiej. 

Cały tydzień sumiennie odpoczywałam. Oglądnęłam 10 odcinków Greys Anatomy, czytałam książki. Nie przemęczałam – dałam sobie luz z ćwiczeniem, bieganiem i nawet spotykaniem się z ludźmi. 

Solennie sobie obiecałam, że od dziś nie dam się zapędzić samej sobie w kozi róg. 

Choć koza ze mnie straszliwa. 

Na pierwszy ogień poszła ambicja. Staram się patrzeć na świat bez niej – i wiecie co? Dziwne to jest.

Ambicja nakręca, sprawia, że biegamy szybciej i szybciej. Trudno jest z niej zrezygnować, bo wiąże się też z bardzo podstawową potrzebą – z tym, że będziemy mieli wystarczająco, żeby po prostu przeżyć. Jak się ustawię w lepszej pozycji, to mam większe szanse, że będę miała tyle, żeby nie głodować. Żeby moje dzieci mogły się rozwijać. I tak dalej. 

Zastanawiam się, gdzie jest granica? Na ile to kim trzeba być i co trzeba mieć jest dyktowane kulturowo a na ile biologicznie? (Herbata jest na przykład podstawową potrzebą w krajach anglosaskich – kiedy ktoś nie może sobie pozwolić na cup-a-day, to już jest tak biedny, że biedniejszy być nie może).

Kiedyś myślałam, że ‚trochę’ ambicji nie zawadzi, że najważniejsza jest równowaga. Ale ambicja jako taka zaprzecza równowadze – nie można być ‚trochę’ ambitnym, jest się, albo się nie jest. Albo chcemy być lepsi od innych, albo nie chcemy. Nie ma środka.

Niektórzy mówią, że ważniejsza jest ambicja innego rodzaju, to znaczy taka, żeby przekraczać własne ograniczenia. Żeby się ścigać z samym sobą. Odrzucam też taką jej formę. Kluczowe w tym stwierdzeniu jest bowiem ‚ścigać’. Nie chcę się ścigać. Chcę coś robić z pasją, to oczywiste, ale nie pod presją. Nie po to, żeby być coraz lepszym.

W sumie dochodzę do wniosku, że nie chcę być lepsza. Bo, po pierwsze – cóż to znaczy? Lepsza ode mnie teraźniejszej? A skąd wiem, że to lepszość a nie gorszość? A po drugie – to znaczy, że teraz nie jestem dobra? Że muszę być lepsza? Po co? Żeby poczuć się lepiej, żeby zasłużyć na dobre traktowanie samej siebie? A jak będę lepsza, to będę lepiej siebie traktować? Wiem z doświadczenia, że nie – niezależnie od tego, co osiągam, co przetrzymuję, czy co przezwyciężam, nigdy nie jestem wystarczająco dobra dla samej siebie. Ciągle muszę być ‚lepsza’ – bardziej pracowita, bardziej współczująca, bardziej twórcza, bardziej świadoma, bardziej wysportowana, mądrzejsza, lepiej mówiąca po angielsku i tak dalej.

A zatem po pierwsze odrzucam ambicję. Nie będę się na siłę zmieniać. Nie będę się starać zmieniać. Odrzucam dwie rzeczy: ‚na siłę’ i ‚starać się’.

A to jest prawdziwa zmiana.