Odpoczęłam, chce mi się biegać (2×14″), wszystko do siebie pasuje.
Dobrze mi zrobił ten wolny tydzień.
Zaczęłam się zastanawiać, co mnie denerwuje w ludziach. Głupota, pobieżność, pochopność w sądach i ocenach, usilne przyklepywanie i przysypywanie spraw trudnych, myśli brudnych i mętnych, wypieranie się swoich uczuć, zaprzeczanie popędom, osądom i własnej ignorancji, oskarżanie innych, wybielanie siebie.
Denerwuje mnie nuda, plastik, prezentowanie ładnego oblicza, estetyka bez treści, bo treści tak potworne, że zobaczone być nie mogą, denerwuje mnie wygodny fotel, ciepły dom, bezchmurne niebo i wesołe dzieci.
Kicz mnie denerwuje. Forma bez treści. Zakłamanie. Sztuczne kwiaty na lastryko.
Ale też płatki róż na marmurze. Bo różnica jest tylko kwestią smaku.
A zatem denerwują mnie wysokie obcasy i feministki żydowskiego pochodzenia, poza, sztuka, figura mowy, sztuka, Sztuka, naturalny jedwab, grzywka prosto przycięta jednym ciachnięciem, szyk, sznyt, sztafaż, zachrypnięty głos, czarne powieki. Udawanie.
Denerwuje mnie udawanie, zaprzeczanie, zakłamanie, spłycanie.
Używanie formy bez treści. Zakładanie gorsetu na śliską, bezkształtną, amorficzną magmę umysłową.
I zaczęłam się zastanawiać czy nie denerwują mnie moje własne przymioty spotkane w drugim człowieku. No bo to przecież niemożliwe, że ja zawsze mam rację, prawda?;)

Postawiłam sobie Witkacego na kominku. Niech mnie chroni przed banałem.
Każdy może tworzyć byle co i ma prawo być z tego zadowolonym, byle by nie był w swej pracy szczerym i znalazł kogoś, który równie kłamliwie będzie to podziwiał.