Bardzo bardzo zajęta jestem ostatnio, co jak na razie nie przekłada się tak bardzo na wypłatę, ale mam nadzieję, że się w końcu tego doczekam. Podobno wyciągnięcie swoich pieniędzy z Uniwerku to koszmar dla takich jak ja wykładowców ogryzków, traktuję więc Uni na razie jak świnkę skarbonkę, którą przecież rozbiję prędzej czy później.
A w mojej szkole jazda bez trzymanki, zabawa na całego, padlibyście gdybyście się dowiedzieli, czego uczę, przedmioty od Sasa do Lasa, od tańca do różańca – począwszy od zajęć na temat psychologii rozwojowej dziecka (hłe hłe) a skończywszy na demografii. Na szczęście poziom niektórych kursów to liceum łamane przez gimnazjum i na przykład wczoraj moi studenci byli szczęśliwi mogąc w grupach układać swoiste puzzle, przyklejać je na kartki, by w nagrodę dostać po Mikołaju-lizaku. O. Trochę inaczej jest na Uni, oczywiście.
W przerwach gotuję.
Gotowanie uspokaja i nastraja medytacyjnie. Wczoraj na przykład zupa curry marchewkowa z nutką, a właściwie całą melodią imbiru wbiła mnie w zachwyt na pół dnia, szybka, prosta, niebanalna i nawet Adziarzowi smakowała. Jutro cukinie zapiekane z serem, fantastyczne rozwiązanie dla czających się w czeluściach lodówki sześciu cukini po 29 centów sztuka upolowanych wczoraj na promocji w Lidlu.
W przerwach również biegam, tym razem 3x9min i dwa razy dwie minuty ćwiczeń rozciągających w środku. Bieganie jest – och, nawet nie będę tego opisywać, zapomnijcie – powiem tylko, że bardzo, bardzo dobrze robi na głowę. I człowiek się uzależnia od tego uczucia lekkości po biegu. Staram się biegać co drugi dzień, chyba, że czuję zmęczenie organizmu objawiające się lekkim bólem mięśni i takim stanem ogólnego przemęczenia, wtedy odpuszczam. Nie lubię siebie katować.
I tylko brakuje mi przerw na pracę naukową, bo – niestety – przygotowanie zajęć taką nie jest.
Za to Mi oddaje się nauce na całego, nigdy w życiu nie widziałam go aż tak zajętego. Po zacięciu, z jakim próbuje się wyrwać z klasy robotniczej widać, że tak zwana praca fizyczna dopiekła mu aż po same uszy. Jego motywacja przekonuje mnie, że wszyscy studenci przed rozpoczęciem studiów powinni pracować w fabryce co najmniej dwa, trzy lata.