Nie piszę.
Tematy rosną, dojrzewają, umierają.
W międzyczasie kłębią się, wybrzuszają, atakują, gnębią, prześladują, wyprowadzają z równowagi.
W międzyczasie rozważam, ważę, myślę, dumam, po raz setny przekładam z jednej na drugą stronę. Nie zgadzam się. Zgadzam się. Buntuję się. Godzę.
Nic nie jest takie, jakie się wydaje. Musimy kopać głębiej, myśleć uważniej. Oceniać ostrożniej. Wybielać się mniej agresywnie.
W międzyczasie byliśmy na koncercie:
Na którym ktoś napluł mi w twarz i wylał na mnie całe piwo, bo mu zgasiłam papierosa nielegalnie palonego pod sceną.
A potem ten ktoś do mnie podszedł i mnie przeprosił. Oraz wyjawił, że bardzo lubi Post Regiment, punkowy zespół z Polski. A na koniec zbrataliśmy się w tym lubieniu.
Byliśmy również na pierwszej rowerowej wycieczce z Adkiem. Pogoda iście omszała, mgła, zieleń, lliście, wilgoć. Zgubiliśmy się w naszym parku. Było cudownie.
Byliśmy również na meczu.


I tak sobie myślę – na co komu blogowe życie? Przecież i tak się nie znamy.