Uff, wróciłam do samej siebie, no i dobrze, bo mi siebie brakowało już. Co te hormony z człowiekiem wyczyniają, no nie do wiary, tak człowiekiem pomiatać, że smutno, że głowa boli, że się chce spać, że mgła, jesień i że w ogóle wszystko.
W sobotę pierwsze zajęcia na uniwerku zaliczone, było ciężej niż w mojej szkole, oj było, trochę mnie szczerze mówiąc zgrilowali na żywca, bo ani tam komputera, ani projektora, a zatem ani slajdów, ani ciekawych linków, więc tradycyjnie z plikiem kartek w ręku pod zieloną tablicą płynęłam na wzburzonych falach teorii, w nagłym przebłysku zrozumienia zdając sobie sprawę, że dryfuję w nieznane. Lecz nim komendę cała wstecz udało się mojej głowie pomyśleć, zanim wreszcie udało się ją zrealizować, tok myślowy zatrzymać, zwarty szyk zdań zawrócić, okazywało się, żem już na suchym przestworzu oceanu, a pytanie studenta w stylu a dlaczego Wielka Brytania była potęgą kolonialną niedowołalnie zostało wybrzmiane i wisi nade mną w powietrzu jak miecz Damoklesa. Pytanie, na które w ogóle nie muszę znać odpowiedzi, pytanie z poza mojego zakresu ekspertyzy, że tak się wyrażę, Sfinks by się uśmiał jak łatwo mnie zagonić w kozi róg, z jaką gracją na powitanie zamiast dłoni wystawiam piętę Achillesa. I zanim się w ogóle ZORIENTOWAŁAM, że nie muszę się na tym znać, że ojaciękręcę przecież! przecież! nie muszę tego wiedzieć, minęły 4 sekundy ciszy i wyczekujących studenckich póz i otwartych ócz i wytężonego napięcia i w końcu mi styki gdzieś zadziałały, jeden impuls dogonił drugi, a wszystko zrobiło razem głośne traaach! i powiedziałam była: Nie wiem. Nie jestem przecież historiologiem (I am not HISTORITIAN after all). I aż się cała spociłam. Rzut oka na zegarek – mineło pół godziny. Jezu, jak ja przetrzymam kolejne dwie i pół??!!
No, ale potem (zupełnie nie wiem, jak to się stało, może już sobie ustalili nasze relacje, może już sobie pomyśleli, że jestem półgłówkiem, ale niegroźnym) potem zrobiło się całkiem fajnie, potem wywiązały się różne ciekawe dyskusje, potem mówiłam długo i swobodnie i było dobrze. I nagle było po wszystkim i nawet ze zdziwieniem pomyślałam sobie, że w sumie szkoda, że jeszcze nie wszystko omówiliśmy i że nie było tak źle.
Poziom zdecydowanie wyższy niż w mojej szkółce, po pierwsze zdziwiło mnie, że czytali teksty, po drugie, że myślą, a po trzecie, że mają wiedzę. Ale może to tylko takie moje wrażenie, jako, że zajęcia były na temat, w którym nie czuję się najmocniej.
No i tak. Pierwsze koty za płoty.