Tytuł 400

No i znowu biegam. 3×7 minut i 1-2 minuty przerwy w środku.

Jak zaczęłam biegać z Mi jakieś (hoho) 8 lat temu, w kwietniu, pamiętam, wybiegaliśmy jeszcze przed śniadaniem, rano, Mi wtedy pracował w domu, ja pisałam pracę, więc wybiegaliśmy w słoneczny kwiecień o poranku, a trawa była tak zielona, jak tylko potrafi być w kwietniu, i kiedy wracaliśmy, zahaczaliśmy o naszą uliczną piekarnię, pamiętam, dopiero co otworzoną i kupowaliśmy cudowny, pachnący chleb na zakwasie i słodkie bułki dla Adka i czasem ciastko dla mnie i mojej mamy. Utkwił mi w pamięci ten kwietniowy park, pachnący, wilgotny, świeży, jasny cały taki. Przebiegaliśmy go całego wzdłuż i z powrotem, Mi biegł bardzo wolno, ja sobie wypluwałam płuca, ale widok, zapach, światło kwietniowe wynagradzało mi wszystko.

Potem Mi zaczął pracować w pracy, niestety, potem były lata papierosów, stresów i życia po prostu, aż znowu zaczęliśmy bardzo delikatnie 3 lata temu tutaj, w Irl. Niestety, nie znałam jeszcze sekretu biegania – że 10 minut bez przerwy to za mało, że lepiej 4×5 minut, niż raz 10 minut, że lepiej dłużej i przerywać do marszu, niż krócej i umierać po bramą. I chyba dlatego znowu zarzuciliśmy bieganie, jakoś tak po prostu któreś z nas się rozchorowało na tydzień, skręciło nogę, chciało odpocząć i po prostu przestaliśmy. Tak po prostu.

W tym roku znowu zaczęłam. I biega mi się coraz lepiej, mimo, że jestem coraz starsza. Może to dzięki temu, że kupiliśmy rowery i tylko w ten sposób jeździmy po mieście, może nareszcie odkryłam, że dobry plan treningowy jest bardzo ważny – nie można biegać do utraty tchu jednego dnia i chcieć to powtórzyć kolejnego, trzeba być dobrym dla swojego ciała, słuchać je, dawać sobie przerwy, odpoczywać, a przede wszystkim trzeba złapać ten rytm, ten oddech, ten prąd, który cię ciągnie w 15tej minucie, choć już 10 minut temu wydawało ci się, że nie dobiegniesz.

Zapachy są tutaj inne, pachnie palonym słodem z Guinnessa i dymem z kominków, nie ma tego światła i słońca, często pada deszcz, ale lubię.

Lubię.