Dzis znowu spie. W szkole. I glowa mnie boli. I Adek nie chce jesc warzyw. Ani owocow. Musze go straszyc, ze ma awitaminoze. I ze jest to niebezpieczne. Ze to jest smiertelnie niebezpieczne. I Adek sie buntuje. I na kazda prosbe ma inne zdanie. I kazda prosba warta jest 10cio minutowej dyskusji. A ja zmeczona jestem.
I mam duzo pracy. Ale tak strasznie duzo. Bardzo bardzo duzo. Dzis do 22, jutro i w sobote i caly czas. Caly czas, bo w niedziele juz musze nowe slajdy, na nowe tematy. Na ktorych tez sie nie znam.
I jeszcze sie boje wykladu sobotniego na uniwerku. Bo nie znam sie na temacie. Za bardzo. W sumie to nic nie wiem. Zapominam slowek. I glowa boli. I okres. I dlatego nie biegam. I w ogole wszystko. Mam chyba dzis jedna nozke bardziej. Nie lubie nie biegac.
Musze sobie stanowczo koze sprawic.