Dopiero co wróciłam do biegania po przeziębieniu, a tu kolejne mnie dopadło cholerstwo. Nic poważnego, trochę katar, trochę gardło drapie, no ale co tak mi się przypałętują, biegać nie mogę, iść na basen nie mogę, no bez sensu. Jesień już przyszła, nie ma rady, jesień i tyle, grypy, katary, koce, gorące herbaty, szaliki, płaszcze i parasole.
Bo odkryłam (bardzo odkrywczo), że muszę ćwiczyć, jak ponad tydzień nic nie robię to czuję się taka cała zesztywniała, zaczynam się garbić, powłóczyć nogami, marudzić na kanapie, czuję jak się starzeję i energia ze mnie ucieka.
Po pół godzince ćwiczeń jest zupełnie inaczej.
Adziarz znowu przesiaduje w domu. Po dwóch miesiącach wakacji stracił kontakt z kolegami z jego byłej klasy. Od przyjazdu z Pl zamęczaliśmy go „no idź umów się z kolegami” „zagadałeś dziś do kolegów” „może zaproponuj im wyjście do kina, może też siedzą w domu i się nudzą” i tak dalej. No i w końcu tydzień temu Majkel odezwał się na fejsie i w sobotę Adziarz cały rozpromieniony rzucił „idę do kolegów”.
Wrócił wieczorem jak zbity pies. Bo koledzy wpychali go do kanału, bo go przezywali, bo się śmiali, bo mu dogadywali, a jak tylko próbował się odgryźć mówili ‚nie no, teraz przegiąłeś, jak można być takim chamskim??’.
Adek jest drobny i szczupły, jest niższy o głowę od innych chłopaków i jest jeszcze dzieckiem w porównaniu z nimi. I chyba właśnie to jest ten problem – wprojektowali własne dziecko w niego, słabsze, zależne, niedojrzałe, zaczęli go postrzegać przez pryzmat własnych kompleksów i dzięki temu, że on jest mniejszy i słabszy, mogą się poczuć więksi i silniejsi. On jest dzieckiem, więc oni mogą się poczuć dojrzalsi przy nim. On chodzi do szkoły publicznej, a oni do prywatnych, więc mogą się poczuć lepsi. On jest Polakiem, a oni Irlandczykami. Fajnie się poczuć lepiej, łatwo się tak poczuć czyimś kosztem.
Wydaje mi się, że rozumiem mechanizm, ale i tak wkurza mnie to i boli niepomiernie.
Znowu nie ma kolegów, znowu siedzi w domu, znowu czuje się jak wyrzutek. Ech.
A ja czuję się tak kompletnie bezsilna. Nie bardzo wiem, co mogę w tej sytuacji zrobić, oprócz rozmowy z synem i zapisania go na jakieś zajęcia sportowe, żeby nabrał krzepy (jak to się mówi).
Ech. W takich chwilach ciężka ta emigracja.