Tytuł 415

Biedny Adziarz siedzi w pokoju całymi ostatnio dniami, oprócz ranków, ma się rozumieć. Z dni pełnych kolegów, słońca, kopania piłki wpadł w samotne popołudnia przed komputerem albo książką, kiedy już pożądnie na niego nakrzyczymy. Spotkał się ze swoimi kolegami tylko raz, w środę, i się rozczarował. Nic dziwnego – teraz nic nie pobije Polski i wieczorów na boisku z lodem w łapie. Nie ma jeszcze takiego intuicyjnego kontaktu z kolegami z Irl, jak z tymi z Pl. A może to po prostu smutek końca wakacji.

Poza tym polecam. I tak, też jestem narcyzem. Tylko nie tylko, na szczęście. Ale te wszystkie ‚muszę, bo inaczej jestem nikim’, ‚dostałeś 95%? a dlaczego nie 100?’, to poczucie, że zaraz ktoś się zorientuje, że przyznanie mi tytułu to kompletna pomyłka, że studenci zobaczą, że się nie nadaję, te wszystkie wcześniejsze nieszczęśliwe miłości i przekonania, że jak ktoś się we mnie zakochał, to musi być jakiś głupi albo wybrakowany, to ciągłe poczucie winy, że za mało pracuję, że jestem nie dość dobra i tak dalej. Te ukłucia zazdrości, że ktoś jest kimś, a ja nikim.

Ciężka walizka na plecach to ciągłe ściganie ideału.

Staram się rozumieć, że najważniejsze jest być szczęśliwym, a nie być kimś.