Tytuł 6

Jak teraz nie napiszę, to już długo nie napiszę. Więc piszę.

Brakuje mi bloga, ale również – i to jeszcze bardziej – brakuje mi czasu. Na podstawowe rzeczy, jak na przykład porządne przygotowanie się do pracy. Albo sen. Albo relaks.

Firma powoli kończy instalować nam ocieplenie zewnętrzne, powoli i z problemami, o których mogę napisać epopeję, bo zaczęli od błędów i brną przez błędy dalej. Podobno zawsze tak jest z remontami, więc obecnie doszłam już do stanu, w którym staram się niepotrzebnie nie nakręcać, a zgoła wyciszać wszelkie rozkręcające się kłótnie, bo szkoda moich nerwów. Mapety jedne nabrali prac i wszędzie odwalają kichę.

A lista jest długa: zaczęli od za krótkiego daszku nad ociepleniem kuchni (daszek nie wystawał, więc nie miał jak zakryć założonego styropianu, jeśli umiecie to sobie wyobrazić), te mapety założyły taki metalowy okap, który był za krótki i zostawili przerwę 7 cm między nim a ścianą. Siedem centymetrów odsloniętych od góry płyt styropianowych przyklejonych do ściany zaprawą cementową, na którą to deszcz sobie kapał i kapał i kapał. Z dołu nic nie było widać, bo nasunęli daszek na krawędź zewnętrzną, odkryłam to dopiero jak weszłam na dach kuchni. Kiedy zwróciłam im uwagę dostałam zakaz łażenia po rusztowaniu od kierownika robót:D Ale gości powiedzieli, że ‚naprawili’, a jak sprawdziłam (przechodząc tym razem przez okno w pokoju Adka, żeby nie było, że chodzę po rusztowaniach) to okazało się, że pomalowali przerwę białą farbą:D Oczywiście nie odpuściłam.

W międzyczasie była awantura o rury i rynny, bo pewnego dnia po prostu przywieźli czarne plastikowe, a ja byłam pewna, że zamówiłam aluminiowe, które będę mogła sobie pomalować na dowolny kolor. Okazało się to nieprawdą, a dodatkowe 380e na rachunku było za … ściągnięcie starych rur żelaznych. Po wielkiej awanturze (zapłaciłam za aluminiowe! nie, nie zapłaciła pani itd), która obiła się w końcu o dział sprzedaży okazało się, że za aluminium muszę jeszcze dopłacić 800 e, (a jakbym chciała piękne żelazne to 2500) więc zrezygnowałam. Poprosiłam tylko, żeby były białe. I przywieźli mi białe, ale … kwadratowe. Okazało się, że najbrzydsze na świecie kwadratowe, które na kilometr wyglądają jak Chińskie odpady, które nie przeszły kontroli jakości, są oczywiście w standarcie. Kiedy poprosiłam o okrągłe, manager projektu zaczął na mnie warczeć. Na szczęście mailowo. Tydzień i 180 euro później miałam swoje okrągłe, kremowe rury:)

Potem wiercili mi dziury na wentylację (tutaj nie ma kominów wentylacyjnych i przepisy budowlane każą jak się zakłada ocieplenie zewnętrzne w każdym pokoju zainstalować dziurę na zewnątrz, żeby uniknąć zbierającej się wilgoci), a że przy okazji zaszalałam i kupiłam specjalne niemieckie wentylatory z rekuperacją ciepła (200 euro taniej u producenta w Niemczech niż w sklepie w Irl!) – bo przecież będę mieć te dziury w ścianie, które normalnie zwykle są zasłaniane plastikową osłonką, przez którą wieje i ludzie oczywiście w końcu wkładają szmaty w rurę wentylatora, bo piździ, przepraszam za słowo – i okazało sie, że na te wentylatory dziury muszą być większe. Firma nie miała tak dużego wiertła, więc wywiercili mi 15 cm średnicy a resztę (1cm) … obtłukli łomem. Bo pożyczenie takiego wiertła to duże koszty.20181202_142443

 (czy ktoś wie, co Blox robi ze zdjęciami??)

Jakoś przebolałam okropne niedopasowane dziury, które muszę zalepiać po zainstalowaniu wentylatorów, kiedy okazało się, że cały dom pomalowali złą farbą. 

Jak wiecie nie lubię plastiku i farby też nie chciałam akrylowej, po pierwsze dlatego, że nie ‚oddycha’, nie przepuszcza wody z wewnątrz i się wybrzusza, jak coś za nią zacieknie, po drugie dlatego, że się dość szybko brudzi. Zamówiłam więc farbę silikonową, niby lepszą, mniej brudzącą się itede itepe, i oczywiście droższą. W dniu, kiedy zaczynali malować nie miałam czasu, żeby nawet rzucić okiem co robią, no bo kurcze blade mam swoją pracę do pracowania przecież, pobiegłam do szkoły, a dwa dni później odkryłam, że to zła farba była. Po paru dniach nie odzywania się, manager projektu napisał, że to zwykłe niedopatrzenie, ale nic się nie stało, bo pomalują dobrą farbą. No, ale plastik już jest na ścianie, prawda?

Przez trzy dni nie mogliśmy włączać ogrzewania, bo czekaliśmy na hydraulika, żeby przedłużył rurę boilera, bo za krótka rura wydmuchiwała dym ze spalania gazu do wewnątrz ocieplenia, co wprawiało cały dom w wibracje.

Na konieć okazało się, że przebili mi ramę okienną kołkiem od ocieplenia. 

 rama_okienna1

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie mam już do nich siły. 

Ale dom zaczyna wyglądać pięknie. Jakbyście wykrakały ten biały, bo nic innego do takich żółtych okien nie pasuje:D

Ale biały? O proszę: